TSATTHOGGUA
Trans Cunt Whip
Osmose



Uwielbiam ten pokój, jego ciężki, wilgotny i spocony zapach.
Tajemniczy, choć lubieżny i perwersyjny jego obraz zawsze przesuwa się przed moimi oczami, gdy zaklejam je sobie specjalną przepaską.
Stoję gdzieś pośrodku i czekam.

Gdy Ona podsuwa się do mnie na czworakach, muska palcami mój skórzany obcisły kaftanik, umiejętnie przypalając papierosem moje ciało przez specjalny układ dziurek i otworów, przebiega przeze mnie mrowie dreszczy.
Dotyka licznych zameczków, liże przez moment językiem spocone wnętrze mojej lewej dłoni.
Rozpina wolno pierwszy suwak na prawym udzie, dokładnie wyrywając po drodze wszystkie włoski.
To cudowne uczucie pali mój mózg i powoli wypełnia całe ciało wyczekiwaniem następnego ruchu.
Kopie mnie w krocze, bym upadł.
Ale to nie to.
Tym następnym ruchem jest pachnący pobliską rzeźnią łańcuch, którym Ona oplata mi szyję, coraz mocniej, dusi, jednocześnie zatykając mi usta spoconą i brudną stopą.
Gdy mogę odetchnąć, zalewa mi twarz gorącym płynem swego wnętrza.
Pomaga wstać i rozpina suwaki na podbrzuszu, pod pachami i na plecach. Po kolei, gwałtownie, powodując u mnie nagłe odejście gazów, które Ona wchłania w siebie, donośnie sapiąc.
Popycha mnie dźgając czymś ostrym w brzuch i sutki.
Siadam.
Zrywa mi opaskę razem z rzęsami i brwiami.
Mocne światło lampy wdziera się poprzez zalane krwią oczy do mózgu, rozpętując istne szaleństwo myśli i pragnień.
Uderzenia kolczastego pejcza rozpalają pożądanie, choć wiem, że nie wolno mi się ruszyć.

Słyszę, że wszedł On.
Ciężkie wojskowe buciory miażdżą mi palce u nóg.
Odruchowo wstaję.
On zrywa mi resztki skórzanego sarkofagu z ciała, szarpie majtki.
Ona bije mnie w pośladki, jęcząc przy tym wniebogłosy.
Odrzuca bat i przywiera mokra i rozedrgana do mego pokiereszowanego ciała.
Wpycha mi język do buzi, a ja gryzę go z namaszczeniem.
Popiskując rozdrapuje mi paznokciami zadane dotąd rany.
Klęka.
Ssie mnie zajadle, gdy On - wymazany czymś śmierdzącym - tuli się do mnie od tyłu.
Rozwiera mi pośladki, zwilża językiem i wpycha coś grubego i sękatego.
Słyszę, jak sapią, jęczą i wyją.
Trwa to błogie minuty, zanim wszyscy razem eksplodujemy.

Kiedy powraca świadomość, znowu jest ciemno.
Słyszę Ich oddechy.

Pytam: "Dobrze się spisałem? Mogę już iść do szkoły?".
"Tak, synku" - odpowiadają oboje - "Tylko wcześniej jeszcze zawołaj swoją siostrę!".
 

/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr ?/1998r./