REINFECTION
The Edge Of Her Existence
Horrofic
"W nowej rzeczywistości - w jakiej znalazł sie nasz bogobojny i oddany
tradycji naszych ojców i dziadów naród - mój odpowiedzialny zawód cenzora
obyczajowego i strażnika moralności nabrał nowego wyrazu.
Zagrożenie pogaństwem, chcącym zalać nasz kraj pod fałszywym szyldem
zjednoczonej europy, zbierało i zbiera swoje żniwo wśród elementu nizin
społecznych naszego prawego społeczeństwa.
Jego zjadliwość i podstępność jest obecnie nieporównywalnie większa
niż kiedyś.
Ofiary są coraz młodsze i słabsze.
Jednym z najbardziej drastycznych przykładów jest materiał wizualno-dźwiękowy
przygotowany i sprzedawany przez czterech wyrostków z Przysuchy.
Nazwa ich duchowego bractwa kryje się pod ciągiem tajemniczych literopodobnych
krwawych symboli, które dają sie odczytać prawdopodobnie tylko wtajemniczonym.
Anglojęzyczny tytuł - tłumaczony jako "Koniec (Skraj) jej egzystencji
(lub drogi czy życia)" - ilustruje zdjęcie przemiłej staruszki, z radością
wyczekującej nadejścia Pana i pójścia do Nieba.
Troskliwa opieka, jaką jest otoczona, nie rekompensuje smutku na jej
twarzy, który być może (z pewnością) jest wynikiem troski o dalszy los
jej dzieci.
A ci jej chłopcy beztrosko zamieszczają obok jej zdjęcia - swoje.
Ubrani na nim na czarno, jak na pogrzeb, zdają się cieszyć i czekać
na śmierć tej kobiety.
Niby dwóch z nich przypomina ślepców szukających prawej drogi, jednak
dwóch innych - ze złowieszczym uśmiechem na bladych licach i symbolicznym
ułożeniem rąk i dłoni na swoim ciele - zdaje się nie tolerować żadnych
oznak okazywania uczuć i srogo karać odstępstwa od obowiązujących reguł.
A to dopiero początek.
Szatan, którym są opętani, daje dobitnie o sobie znać, gdy włączymy
kasetę magnetofonową.
Potworny kakofoniczny bełkot wylewa się na głowę słuchacza, nużając
go w perwersji, ohydztwie, okropnościach i opętańczym kulcie śmierci.
Moje pierwsze odczucia spowodowały gwałtowne torsje na mój przenośny
klęcznik i miseczkę z grochem.
Jak mawiał mistrz tolerancji moralnej - Śnięty Hipokrycjusz z Las Vegas:
"Kocham szelest traw w porannej bryzie,
kląskanie ptactwa, kumkanie żab;
Balsamem dla mej duszy jest bzykot muszki, terkot kaczuszki,
burczenie brzuszki, swędzenie nóżki a i monolog papużki.
Radością napełnia me serce dzwonów bicie, chórów śpiew,
nawet ludzki piard, to nie żart!
Ale nie, kurwa, Death metal!"
Ci młodociani przestępcy są chorzy i konieczna jest im kuratela, a nawet
czasowe ubezwłasnowolnienie.
Nikt mi przecież nie powie, że normalne jest takie śpiewanie:
"(...) Wąchając jej wilgotną cipę,
zaspokajam się jej świeżym zapachem;
Całując jej zimne, fioletowe usta,
Wyciągałem wnętrzności z jej brzucha (...)".
Ci bandyci są nieuleczalnie niebezpieczni, co gorsza, są świadomi tego
zła, które wyrządzają.
Ryczą przecież:
"(...) Rzeź ta czyni spustoszenie w twym umyśle (...)".
I chełpią się tym, że ktoś tam porównuje ich do Brutal Truth, Cryptopsy
czy Deranged (Boże, co to za idiotyczne nazwy!).
Ale najgorsze jest to, że oni zaczęli pokazywać siebie i to, co potrafią,
publicznie!
Moje posłannictwo wymaga ode mnie i takich poświęceń.
Udało mi się dostać na jeden z takich tajnych sabatów w Warszawie.
Reakcja otumanionej alkoholem, narkotykami, świńskimi rozmowami grupki
kompletnie zagubionej młodzieży była przerażająco euforystyczna, gdy wspomniani
czterej młodzieńcy rzucali się po scenie w drgawkach.
Omal nie doszło do zbiorowej orgii, gdy bractwo odegrało kompozycję
"Chaos A.D." (chyba miał na myśli "Refuse", baran - przyp. Eksc.Biskupa
d/s Niemoralności) nikomu nieznanej Sepultury.
Tego nie można dłużej tolerować!
Rodzice, politycy, nauczyciele, katecheci!
Wprowadźmy zakazy, anatemy, karajmy śmiercią za każdorazową obrazę
moralności!
Mnie wystarczyło posłuchać raz wspomnianej kasety, by już z resztek
mebli zbudować przenośną szubienicę i mini-gilotynkę.
Nie czekajmy dłużej, aż nasz piękny bogobojny naród zarazi się bakcylem
zła, ciemności i śmierci!
Zademonstrujmy nasze bezgraniczne oddanie wartościom moralnym i nie
oszczędzajmy nikogo, nawet własnych dzieci, a co dopiero cudzych!
Bądźmy czujni, bowiem nasz wspólny wróg jest inteligentmy, potrafi
mydlić oczy.
Tę kasetę też kończy taki podejrzanie miły utwór.
Słychać na nim naturę, słońce, życie, ptaki, wiatr. Jest nawet człowiek,
który coś pałaszuje z nieprawdopodobnym smakiem. Co on tak pałaszuje?
A może on...
Może to jest...
Nie, to chyba nie jest...
Boże, nieeee..."
Brat Tomasz
((od redakcji: REINFECTION, c/o Rudolph/Młody, ul.Hubala 29/7, 26-400
Przysucha))
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr ?/1998r./