Aaaaaaach, tak może pachnieć tylko gówno!
Ja, gdy sram, wreszcie czuję się sobą.
Uwielbiam grzebać sobie palcami w ODBYCIE, miętosić zwieracz, by sprowokować
opróżnienie kiszki. Patrzę, jak po kilkunastu stękach wychodzi żywy (wodnisty)
lub martwy (twardy) stolec. Następnie podziwiam jego strukturę, kolor i
smak.
Każdy musi srać. Barman, ksiądz, matka, twoja dziewczyna, sprzedawca
zapiekanek, ginekolog, modelka, prezydent czy dentysta.
Biorąc do ręki to puzderko od razu czuć w powietrzu gównem.
I wiochą.
Mnie to bierze, bo jestem przecież warwsiowiakiem.
A życi na wsi są takie piękne.
Są tam kurki, które gdaczą i srają pod siebie.
Jest indyk, który szaleje, gulgoce i czerwieni się waląc kupę pod nogi
indycze.
Są gęsi, one gęgają i łapią człowieka za łydki.
Często też syczą.
Ale one również srają, a wtedy tak fajnie kręcą kuperkami.
Oczywiście są tu świnie, które uwielbiają się babrać we własnym gównie.
One to w siebie wchłaniają, pewnie dlatego tak lubię jeść wieprzowinę.
O, jest i bocian. Ale on sra w locie, albo w gniazdo.
Są osy, ale te srają na nas i mają nas w 78/dupie.
A konie walą konie i srają brązową słomą.
Kogut się stroszy, pieje i zapładnia kury, żeby znosiły jajka na jajecznicę.
Gdzie kogut sra, tego nie zauważyłem. Musi się maskować, skubany.
Wszędzie są krowy, które wielgachnie srają.
Miastowi zbierają ich gówna do torebek, by pomagać rosnąć kwiatuszkom
na balkonach.
Tu nie ma tylko Cow & Chicken.
One rządzą, choć mają animowane ODBYTy i srają tylko na papierze. W
dodatku po angielsku.
A w takim Nju Jorku są polacy i murzyni.
Pracują i srają.
Na czarno.
U nas bywa czasem lisica.
Zostawia gówna w szopie, w remizie, w zbożu i na rynku.
Ludzie to widzą i też srają.
Na potęgę.
Nadają sraniu wartości moralne i symbol rytuału.
Srają z przejedzenia (Gertruda), z obowiązku (Stach), z samej chęci
srania (Zdzich).
Srają do kubła (Roman), za stodołą (Łukasz), w gacie (Edzio) i ze strachu
(Marian).
Często mówią, że to nieprawda.
Gówno wiedzą!
A muchy?
One kochają się z gównem.
Łażą po nim, wciągają ssawką, a potem siadają na innych i na ich jedzeniu.
Oni to jedzą, a potem to wysrywają.
Geje i nekrofile wolą stawiać kloca, córki walić kakę, a synowie -
produkować batona.
Tak naprawdę, to tu wszystko jest gówno warte.
Z wyjątkiem ODBYTu.
Ten, choć często sztuczny, owrzodziały, wypadnięty, z przetoką, ropniem,
szczelinami, zakażeniem i ze świądem, jednak zawsze nasz, własny, bez którego
sranie nie byłoby tym, czym jest.
Chwała ci ODBYCIE!!
Po czterdziestopięciokroć!
Własnoręcznie wydane puzderko przyciąga rodzinnym zdjęciem na okładce.
Zdjęciem starej baby, ciągnącej cycki drugiej, starej krowie, czekając
aż ta się spuści do wiadra.
W środku puzderka jest srebrne lub złote lustereczko, w którym możemy
dokładnie obejrzeć swój ODBYT, dopasowując dziurkę do naszej dziury.
Można też porównać swoje dupsko z tym na zdjęciu wewnątrz i odnotować
rezultat - w jebnostkach zwanych grajndkorkami - na pionowej tablicy wynsików.
Miłej zabawy!
(puzderka do nabycia drogą oficjalną pod adresem: ODBYT, c/o Gówno,
ul. Władysława IV 141/26, 75-342 Koszalin lub po wcześniejszej konsultacji
pod numerem: 094. 340 8545)
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 2/1999r./