Obudziła mnie matka, szepcząc - "Zaspałeś Tomku, przecież zaraz idziemy
do kościoła! Tata jest bardzo na ciebie zły, podobno nie modliłeś się wczoraj
należycie przed snem".
Podała mi ubranie.
Garnitur?
Biała koszula i krawat??
Mokasyny z żołędziem i biała skarpetka???
Co się tu dzieje?
Kiedy zrzuciłem pidżamę, ona wstydliwie odwróciła się do mnie tyłem.
Zacząłem się ubierać, wszystko pasowało na mnie jak ulał.
Spojrzałem w lustro... raaaany!
Kto to jest?
Nie zdążyłem się dobrze zastanowić, gdy wypchnęła mnie na korytarz,
gdzie stał już ojciec z paskiem w ręce.
"Zaspałeś... nie dostaniesz za to śniadania, a za wczorajszą
krnąbrność kilkanaście dyscyplin. Klęknij!" - padło z jego rozedrganych
ust.
"Dlaczego?" - wypowiedziałem swoje myśli na głos.
Poczułem mocne uderzenie w twarz.
Jeszcze jedno.
Upadłem na kolana.
Zobaczyłem nad sobą wściekłą twarz matki.
"Ty gówniarzu, jak śmiesz odzywać się nie pytany do ojca?!" - wykrzyczała
mi prosto w ucho, a ojciec podniósł narzędzie kary.
"Człowiek wierzący nie pyta. Ten, który pozwala sobie na wątpliwości
jest grzesznikiem - człowiekiem miernym, nieposłusznym i wymagającym
pokuty. Czy nie tak objawiał prawdę naszemu wybranemu ludowi wszechmocny
bóg??" - ojciec wypowiedział swoim ulubionym tonem kolejną ulubioną kwestię.
"Boga nie ma" - odpowiedziały moje usta, zanim mój mózg wygenerował
takie zdanie.
Dostałem pięścią w twarz i kopniaka w brzuch.
"Nie jesteś już moim synem, jesteś pomiotłem szatana!" - wykrzyknął
i sięgnął drugą ręką po kuchenny nóż.
Bip
Pojawiło się słowo "Zagrożenie życia", a potem "Uzbrojenie" i moja
ręka zacisnęła się na potężnych rozmiarów karabinie.
Dwa strzały i po moich rodzicach została tylko miazgą rozerwanych ciał,
flaków i fragmentów ubrania.
Wszystkie ściany wokół oraz moja twarz i ubranie spływały krwią i mięsopodobną
breją.
Ktoś zaczął walić do drzwi, krzycząc - "Tam jest syn szatana, zabijmy
go!".
Co robić?
Bip
Z podręcznej listy wybrałem i zostawiłem kilka czasowych bomb w pokojach,
a sam tymczasem zmieniłem broń na działko i odpaliłem w drzwi.
Gdy opadł kurz, wyskoczyłem na ubabraną ludzkimi resztkami klatkę i
zacząłem biec po schodach w dół.
A tam już na mnie czekali.
Tym razem przydał mi się miecz samurajski.
Leciały głowy wszystkich chętnych wykonania na mnie samosądu.
Jak piłki odbijały się od ścian i turlały w ślad za mną.
Zanim wypadłem na podwórko, odbezpieczyłem ładunki wybuchowe i zmieniłem
broń na miotacz ognia.
Bip
Pojawił się napis "Budynek zaminowany" oraz "Poważne zagrożenie życia".
To niemal wszyscy mieszkańcy mojego osiedla zeszli się, by mnie osądzić.
Zawyli na mój widok z wściekłości, ale już chwilę później zawyli z
bólu obejmowani lepkimi płomieniami.
Gdy tak wrzeszczeli, piszczeli i smażyli się żywcem, odpaliłem ładunki.
Mój rodzinny dom w kilkupiętrowym bloku przestał istnieć, a góry gruzu
przysypały dokumentnie spalone ciała niedoszłych egzekutorów.
Bip
Pojawiła się "Mapa" dzielnicy.
Czarne krzyże wyrosły na niej w miejscach, gdzie panoszyło się dobro.
Pojawiło się słowo "Zaminować?", choć w miejscu na odpowiedź pulsowało
pentagramiście tylko jedno słowo - "Tak".
Bip
Po lewej jest "Schron".
Zszedłem.
Ziemia zadrżała po 6-kroć, a na mapie osiedla wszystkie czarne krzyże
odwróciły się do góry nogami.
Licznik ciał pokazywał już tysiące.
Gdy wyszedłem, znalazłem się na ogromnym placu pełnym zgliszcz i dymiących
ruin.
Jak stąd się wydostać? - pomyślałem.
Bip
Z listy "Środki transportu" wybrałem "PANZER".
Przestronne wnętrzne stalowego potwora pełne było satanistycznych symboli
i tajemnych znaków, których wcześniej nie znałem.
Zaś przede mną stanęli czterej wysłannicy piekieł gotowi wykonać każde
moje polecenie.
Bip
"Zagrożenie życia" oznajmiło pojawienie się policji i wojska oraz tłumów
wiernych pod wodzą ludzi w sutannach. "Eksterminować?" - zabawnie zabrzmiało
to pytanie.
Dwie rakiety wyruszyły na spotkanie wysłanników władz kościelnych i
świeckich.
Ich wybuch uwolnił śmiercionośny gaz, który atakował wyimaginowaną
duszę maniaków wiary.
Zdezorientowani i zniewoleni wpadali pod ogromne gąsiennice, które
z radosnym chrzęstem miażdżyły ich ciała.
Ich licznik stukał bez przerwy.
Bip
"Mapa" miasta rozjarzyła się setkami nowych celów.
"Zdetonować?"... Jasne!
Bip
"Funkcje specjalne", w tym "Latanie" dało nam możność oglądania eksplozji
metropolii na monitorach.
Zbliżenia zgliszcz i trupów radowały serce tak, że aż trudno się było
powstrzymać od wiwatów i gwizdów na cześć Zła.
Dalej, dalej, naprzód na pohybel wierze i jej krzewicielom.
Bip
"Mapa" kraju przez chwilę oślepiła mnie wielością punktów oporu.
Bip
"Funkcje Specjalne", w tym "DIVISION" powieliło w setkach egzemplarzy
nasze pogańskie oręże.
"Rozpierdolić?" zabrzmiało wystarczająco wściekle, bym ryknął z całej
piersi: "Taaaak!!!".
Potem widać i słychać już było tylko potwornie piękne detonacje, dymy
i niegasnące pożary, topiące w sobie resztki ludzkiej wiary.
Bip
"Mapa" świata wyglądała bardzo interesująco.
"Przyporządkuj cele" rozwinęło listę miast, leżących bezbronnie w naszym
kręgu zainteresowań.
Przebiegałem wzrokiem przesuwające się alfabetycznie nazwy.
Nie to, to też nie dla mnie, to także.
O, jest! Wykrzyknąłem, a palec wskazał słowo "Watykan".
Bip
"Zniszczyć?".
Przez moment przebiegło mi dotychczasowe życie przed oczami.
Bez wahania wybrałem jedyne dostępne polecenie: "Jasne!".
Setki jednoczesnych detonacji eksplodowało tysiącem barw i kolorów,
przypominając sylwestrowe fajerwerki.
Licznik ciał zbliżył się do liczby 666 milionów.
Bip
"Funkcje specjalne", w tym "Pojazd kosmiczny" dał nam możliwość zmiany
na zawsze historii rodu ludzkiego.
Bip.
"Lista celów nadrzędnych" wyświetliła tylko jedno hasło: "Raj, inaczej
zwany niebem".
Bip.
"Uzbrojenie niestandardowe, tylko do zadań specjalnych" uruchomiło
"Broń piekielną".
Ładunek 666 głowic nuklearnych został uzbrojony.
Monitory wychwyciły sygnał i namierzyły otwartą bramę.
Dzięki kamerom widać było niesamowity chaos, jaki panował wewnątrz
boskiej krainy zbawienia i panikę, jaką wywołało wśród mieszkańców pojawienie
się naszego czarnego karła.
W oddali zauważyłem wzniesienie, a na nim trzy historyczne postacie.
Bip
"Gotowość bojowa".
Bip
"Zgładzić?".
Popatrzyłem na mych braci o twarzach pomalowanych w barwy wojennej
śmierci.
Ich grymas nie pozostawiał cienia wątpliwości, gdy podniesione wymownie
kciuki lewej ręki zaczęły jednocześnie opadać w dół.
Pentagramizujące czerwienią "Na wieki wieków" było oczywiście jedną
i jedyną możliwą alternatywą.
Dokonałem wyboru... I co?!?
I nic się nie stało!
Co do cholery!?!
Bip
Słowo "Hasło" zaczęło mrugać, a statek począł się kołysać, drgać i
wibrować.
Jakie znowu pieprzone hasło?
Co za zasrane, gówniane hasło?!?
Zaczęło nami rzucać coraz gwałtowniej.
No nie, w mordę, tylko nie w takiej chwili!
Co za jebane hasło mam znać?!?
Coś buchnęło mi światłem w oczy, uszy rozerwał nieprawdopodobny ból,
a usta wyrzuciły z siebie tylko słowo: "Kurwa, co jest...".
"Tomku!" - usłyszałem krzyk.
To była moja matka - "Marsz do łóżka. Jutro musimy wcześnie wstać,
bo na ósmą idziemy na mszę".
Cooo?!
Gardło mi zesztywniało.
Wycharkotałem tylko: "Przecież kościołów już nie ma".
"Coś ty powiedział!?! Masz szczęście smrodzie, że ojciec tego nie słyszał!"
- z wściekłością w oczach odpowiedziała mi matka.
"Za trzy minuty masz być w łóżku" - rzuciła tonem nie znoszącym sprzeciwu
- "I niech nigdy więcej tego u ciebie nie widzę!!". Jej gruby paluch wskazał
okładkę płyty.
"A gówno!!" - powiedziałem w myślach, poczekałem, aż zamknie za sobą
drzwi, założyłem okulary i słuchawki, po czym wcisnąłem klawisz "Enter".
Musiałem dokończyć to, co zacząłem.
To było moim przeznaczeniem.
Nic i nikt nie mógł mnie powstrzymać, bo już wiedziałem, jak brzmi
hasło.
"MARDUK".
Bip.
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 3/1999r./