Trzy razy pierdyknęło zdrowo i zaśmierdziało tak, jakby Mać Ziemia wyrzygała
ostatnie westchnienie.
A to trzy męskie bóstwa ciemności kończyły właśnie - stękając i jęcząc
- przygotowania do trzeciej i ostatecznej krucjaty przeciwko wiarkom.
Nim jasność dnia spuściły w klozecie mroku, trzy zajedzone boską nienawiścią
łby trysnęły piekielną spermą na 6 stron zaświata.
Ich bezwzględni dzierżyciele spili ostatnie krople przeklętego płynu,
beknęli donośnie i piardnęli tęgo, dając światu znak nadciągającej zagłady.
"Niech będzie powalony!" - ryknęli śmiechem i nie czekając chwili odpowiedzieli
sobie grobowym echem - "Na wieki wieków. Zamęt!!".
Chrzęst rzucanych kości psubraci potoczył się w dal, gdzie parę parujących
kup dalej leżało miasto.
Miasto nie spało. Wrzało. Wyglądało jak wielki kopiec much, rojący się
między nogami świeżo zdeflorowanej miesiączkującej dziewicy.
"To łun - Krisiun!" - z wsieska wył, wijąc się, kiedyś dzienny-, teraz
nocnikarz byłej telewizny publicznej, zapominając, że jego członek to nie
mikrofon - "Znikąd pomocy! To kłoniec naszej wiary! Łuciekajta!!".
Idiota! Przecież nasz brazylijski lud był zawsze opoką wiary zakorzenionej
wieki temu przez naszych starych, śmierdzących dziadów i pradziadów.
Nigdy łatwo nie wpadał w panikę czy czarną rozpacz, podbudowany słowami
cotygodniowych kazań. Nie parał się donosicielstwem czy wiarą w zabobony.
Takie na przykład bezdzietne małżeństwa były jedynie pokazowo dymane
publicznie przez wszystkich chętnych prorodzinnym nakazom; takie ukazanie
się ducha mieszkańcom powodowało tylko spalenie ich razem z domem, a dziewczę
przyglądające się swojemu odbiciu w wodzie było w niej trzymane do momentu,
aż skóra nie zmaceruje się na tyle, by dawała się zdzierać przy byle dźgnięciu
krucyfiksem.
Cóż więc było powodem takiego dziwnego zachowania mych bliźnich?!?
Niemożliwe, by zmartwychwstawanie trupów czy wtykanie sobie ekskrementów
w odbyt, powodujące odkrztuszanie gotowego pokarmu, było spowodowane sprawdzonymi
bzdurami o opętanej Trójcy Prześniętej zbliżającej się do bram naszego
miasta. Przecież jej członki pochodzą z lewych (nie prawych) łon naszych
nieprawych matek.
Taki Alex już za młodu igrał w "kółko i krzyżyk" samymi kółkami, dopóki
nie stwierdził, że jego oddech zabija strach. A Max i jego brat-bluźniak
Moyses od lat nieśli swym znienawidzonym rodakom mroczny kaganiec oświaty,
wypalając każdemu - kto nie wyparł się swej wiary - piętno miotaczem płomieni
piekielnych. Taki ktoś, mógł jedynie jeszcze zostać p-osłem lub figurką
w przydrożnej kapliczce.
To co, do cholery!?!
Przestałem się nad tym zastanawiać i zacząłem biec, bo ktoś wskazał
mnie palcem-grzebalcem hordzie skórzanych bluźnierców. Leciałem, jak na
skrzydłach, niesiony wiarą w swoje dotychczasowe prawe życie. Nic mi nie
może się stać, bo Pan jest ze mną. Może spróbować im wszystko wytłumaczyć,
rzucić się w ramiona...
Hm, może innym razem.
Dopiero opadła mi szczęka i gacie, gdy na swej drodze mijałem stosy
palonych książek, przezywanych wstrętnie "bubliami"; skamieniałe - od mnogości
wszelakiego budulca wbitego w ich zezwłoki - ciała naszych dotychczasowych
wielebnych; kawałki gnijącej ludziny pożeranej wzrokiem bezbożej rOpatrzności;
chuchające płomieniami domy modlitwy, grilujące na żywca, dziewicze jeszcze,
mięsiwa, nieskromnie okryte habitami nasączonymi trudnopalnym paliwem.
A gdy wypadłem zza rogu na swoją ulicę, stwardniałem z przerażenia,
jak stolec po kilku imprezach.
Wiatr machał postaciami wiszącymi na drzewach i latarniach, jak wyuzdana
tancerka wielokolorowym wachlarzem. Rozpoznałem swoich bliskich i najbliższych
memu sercu.
Z wściekłością kopnąłem w jaja mojego dotychczasowego anioła stróża.
Odwróciłem się i zobaczyłem diabelski motłoch rozjażonych ślepiów,
ciskający w moją stronę buty nie z tej parafii, karafki z winem mszalnym,
styropian, koło ratunkowe, klątwy, obsrane majtki, suszoną grzybicę stóp,
język anielski z włosiem i jeden zombik czosnku.
Zanim straciłem grunt pod pachami, ujrzałem Trzy Wielgachne Postacie
niesione przez tłum.
Wtedy przypomniałem sobie treść ulotki, którą widziałem wcześniej już
dwa razy:
"Dają Wolność słowa - niosą Wyuzdanie
Przeklinają boga - czystości przesłanie,
Zadają Śmierć dobru - życiu poczętemu
Głoszą kult Złego - Wszechwładcy Systemu".
Upadłem na znak krzyża na wznak na znak mojej uległości mocom piekielnym.
Było już jednak za późno, nawet na emisję kolejnego odcinka serialu
"Niewolnica Isaura".
/Wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - Morbid Noizz nr 5/1998r./