Stało się...
Że 6-te zaklęcie rzucone pawiem poszybowało dalej niż sięgają granice
chłamerykańskich stanów nieświadomości. Spuszczone perwersyjnie nocą
opadło w postaci czarnego nasienia na ziemię dotąd nie skażoną diabelską
aktywnością.
Krwawy błysk rozwarł ją łakomie, pękała w skibach, spływając tłusto nieznanymi jej wydzielinami, tryskającymi z wijąctych sie i napęczniałych z przeszłej prostaty korzeni. Wyjałowione cnotami, ogłupione wartościami i toczone prawościami narody oniemiały ze zdumienia. Niebiosa zlały się smołą a zwierzęta ostrzygały własnymi uszami przed nadchodzącym Armagedonem.
Bluźniercza fala uderzeniowa zmiotła w mgnieniu oka bariery moralne,
kanony i dogmaty wiary oraz nawarstwione przesądy i przykazania, obnażając
mechanizmy służące do tej pory tylko i wyłącznie prokreacji. Palce, służące
dotąd do dłubania w nosie lub do obmacywania koralików, mogły wreszcie
schwycić naprężone członki i wypustki do rozpustki, obciągać, miętosić
i wałkować ukryte w zakamarkach serki, penetrować wilgotne wnętrza w poszukiwaniu
krwawych strzępków, pachnących wielodniową rybką lubo starą szmatą, jak
i kakałką własnej roboty.
Ustom dane było dotykać spoconych ciał, żuć ich cuchnące owłosienie
a obślinionemu językowi - wiercić do woli w poszukiwaniu miodu w uszach,
brudu między palcami u nóg czy zepsutego jedzenia w ropiejących dziąsłach
otaczających szczerniałe ząbeńki.
Promienie piekielnego gorąca paliły sznyclem ciała wiarków a przy okazji i ich świątynie minionych kultów. Gotowały na twardo krew tysiecy istnień leżących teraz odwróconym krzyżem i skamlających o litość. Wypalały trzycyfrowe piętno na płytach nagrobowych jeszcze niedawnych, bezlitosnych wyznawców praw inkwizycji i świętej wojny. Zamieniały w proszek do mycia kibli ich zbeszczeszczone płynami fizjologicznymi kości a pamięć ich zbrodniczych czynów kreśliły krwawą łuną.
Radiowo aktywny opad Zła rozprzestrzeniał się na wszystkie 6 stron zaświata, wnikając w ciała przyszłych sług pana Ciemności. Zakażał krew, myśli, spermę i jaja przyszłych pokoleń, doprowadzając do zbiorowego onanizmu i szaleńczego wyścigu po orgazm tłumy niewiernych. Zwalniał hamulce, niwelował strach, dawał zadowolenie i prowokował całkowite zespolenie.
Stało się...
Pewne, że Szatan posiadł matkę ziemię na wieki.
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr ?/199?r./