... A trupy w takiej temperaturze smacznie się rozkładają.
Wtedy nie nadają się już na żadną ofiarę.
A jej ofiarodawcę czeka gniew boży i potworna śmierć w piekielnych
czeluściach.
"Kto nie boi się boga, nie dostąpi zabawienia i będzie przeklęty na
wieki!" - tę niewątpliwie popularną złotą myśl podjęli i poczęli głośno
głosić psubracia zachłonni z jełopactwa RIGOR MORTIS i to już w momencie
jego założenia, w Nowymjorku, w osiemdziesiątym 6-tym rozkroku.
"Chcecie dostąpić zabawienia, a jesteście grzeszni - złóżcie panu ofiarę!"
- tę pro-tezę, zaczerpniętą skalpelem z własnych zaropiałych trzewi mózgowych,
roznosili wypisaną flamastrami na krzyżach zrobionych z nieoheblowanych
desek klozetowych. Tak licho odziani w czarne świńskie skóry, bawełniane
podkoszulki z emblematami "Morbid Angel", dżinsowe porcięta i czarne buciory,
przemierzali okolice swego jełopactwa, strasząc bogobojnych chłopów i roztyte
babska nadchodzącym końcem zaświata.
Jedynym elementem podręcznego taryfikatora gniewu bożego, przedłużającym
życie i szansę na zabawienie, była ofiara. Najczęściej było nią jadło,
gorzałka, córka, ale i propozycja odszczytu czy wspólnej sromszy.
Podatny na straszenie miejscowy grajdołek szybko przestał wystarczać
naszym psubraciom.
Dlatego już w osiemdziesiątym siódmym gorszyciele gołosłowa bożego
ruszyli penetrować odleglejsze stany zapalne chłAmerykańskiego padołu.
Latem udali się demonstracyjnie z pielgrzymką pod hasłem "Decomposed",
podczas której z rozwiarą wyśpiewywano gówne hymeny i pleśni o nadciągającym
holokałście.
Rozkrok później - pod wyzwaniem "Warriors Of Doom" - przemierzali kolejne
zabobonne wiochy, deflorując - w imię pana - psiochy, przerażając przy
tym coraz to liczniejsze grona bezmyślnych zgniłków.
Pielgrzybim przebojem stał się hiphopsalm o dniu samosądu ostatecznego.
Psubracia doskonalili techniki omamiania grą półsłów i szaletuki publicznej.
Padały kolejne ofiary odwiecznych kanonów i wartości.
Zapadła również decyzja o zmianie nazwy jełopactwa na IMMOLATION.
Nie żeby z powodu samokontroli z kurzędu maskarbowego, czy kurii.
Nie!
Tego wymagała sytuacja metropolityczno-gołospodarcza chłAmerykańskiego
padołu, chorobliwy wzrost zainteresowania okolicznych mieszańców sposobem
wykorzystania składanych ofiar, jak i sekretnymi szczegółami ze sposobu
życia i medytacji naszych psubraci.
Tak więc czterej plewcy apokalipsy jeszcze w osiemdziesiątym ósmym
rozkroku udali się demonstracyjnie w pielgrzymi trucht - w przeciwnym do
dawnego kierunku - z wyzwaniem "Dawn Of Possession", a rozkrok później
- "Internal Decadence" (choć przekazy miejscowych kurwidołków mówią również
o haśle "Burial Ground").
Nowe, dekadenckie i mroczne słowa pleśni - wyśpiewywane podczas obszczywania
stodół i obsrywania przykościelnych murów - doniósł ktoś jednej z prześniętych
metropolii - zaklonowi kolabobraci Roadrunnersów. I
ch zaproszenie do wspólnych medytacji, potem wspólne modły doprowadziły
do narodzin pierwszego wspólnego pierdzieła - "Dawn Of Possession" - oznajmiającego
czarcim smrodem nadciągający zakoniec.
Z nowym animuszem, począwszy od wschodniego po zachodnie wybrzeże,
ruszyli nasi psubracia głosić kolejną kpinę.
I kiedy wydawało się już, że mieszańcy tego kontynentu są na tyle głupi,
że dadzą się z łatwością zabajerować, stało się coś strasznego.
Zgniłki obu płci przestały składać ofiary, przestały bać się wciąż
nie nadciągającej apokalipsy, a co jeszcze gorsze, zaczęły szczuć braci
zwierzętami gospodarskimi, grozić użyciem brony czy śmierdzionośnej skarpetki.
Nie wiadomo było co począć.
Na pewno nie zbawiciela, to pewne, więc co?
Mącenie brudnej wody w sranktuarium nie przyniosło żadnej odpowiedzi.
Trzeba było czekać.
Rozkrok. Dwa. Trzy. Cztery.
W dalekiej hirkszpanii niejakie członki zakałonu Repulse spróbowały
rozpowszechnić ideę ofiary, zapraszając nawet czterech naszych psubraci
na wspólną pielgrzymkę pod hasłem "Stepping On Angels... Before Dawn".
Jej treści zaduchowe oparte były o dotychczasowe dokonania psubraci
z jełopactwa RIGOR MORTIS i IMMOLATION z okresu działalności: osiemdziesiąt
siedem - osiemdziesiąt dziewięć.
Mimo chęci obu stron przedsięwzięcie nie spotkało się z bogobojnym
przyjęciem wiarków z Ł-ropy.
Mimo to coś drgnęło.
Nie chodzi tu jednak o nagłe wybrzuszenie galotów psubraci spowodowane
wzrostem gotowości chuciowej do zapładniania umysłów ofiarowanych dziewek.
Pękła ziemska skorupa, sącząc atawistyczną i zabobonną ropę wśród zgniłych
mózgów mieszańców obu półkul.
Zakałon psichbraci Metalowego Blejda nawiązał intymny oraz telepatyczny
kontakt z naszymi pasożytorami.
Wielkopomstny marsz rozkroku dziewięćdziesiątego 6-ego - pod hasłem
"Here In After" - doprowadził niemalże do zbiorowego odwracania się i składania
ofiar ku chale pana i na swoje szczęśliwe zabawienie.
Samo to idiotyczne podejście mieszańców tego padołu nie lada zaskoczyło
naszych psubraci.
Znowu mogli nakładać dziecięcinę, obkładać analtemą, rzucać klontwę,
czy beatyfiglować.
Mogli straszyć maćki, omamiać córki, ogłupiać ojców i pieprzyć, co
podejdzie pod język.
Byli w swoim żywiole: śnięty psubrat Thomas, Alex, Robert i Ross. Przedstawiali
najbardziej nieprawdopodobne telewizje nadejścia końca zaświata.
Czasem się tak zagalopowali, że co słabsi duchem mieszańcy dostawali
- na ich oczach - ataku ślepej kiszki, dusili się z braku słów, miotali
wymiocinami, pękały im z bólu głowy czy gonili w agonii.
Stali się kaźńodziejami śmierci tego wieku.
Minęły dwa rozkroki.
Stało się jasne, że czas już wydalić ze swych trzewi mózgowych kolejne
pielgrzybie pierdzieło.
Stąd przygotowywana piczołowicie tegorozkroczna pielgrzymka śniętej
czwórcy jest wielkim przedstrawieniem wzorowanym nieco na "Nieszparach
bluźmierskich".
W pro-tezach "Failures For Gods" mówi się o ogromnym znaczeniu przyjęcia
wiary ofiary w ofiary bez zastrzeżeń czy zbędnych pytań.
Kładzie się ogromny nacisk na wysoką bylejakość pracy naszych psubraci
dupownych, tak mocno uzależnionej od wielkości i częstotliwości dostaw
ofiar, jak również bez litości pokazuje się przykłady tych wiarków, którzy
zwątpili lub - co gorsza - byli zbyt dociekliwi.
Siedem czadowych kadzań w niejasny, pogmatwany i - jak zwykle - beznadziejny
sposób przekazuje nadrzędną myśl pana naszego, którą da się streścić słowami:
"Dawać, kurwa, co mi się należy lub co jest mi należne z racji wiary, którą
reprezentuję, albo - czeka was śmierć fizyczna i psychiczna na wieki wieków!".
Cóż więcej można dodać bracia i siostry...
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 3/1999r./