... Jak zgłodniałe glisty w rozmiękczonym odbycie, tak zaczęły się mrowić
myśli w zdegenerowanych mózgach dwóch wojebników rozrodem z psycHolandii.
Skoro jedni niosą śmierć drogą pokojową, drudzy - drogą krzyżową, a
jeszcze inni - drogami moczowymi, to dlaczego i oni nie mieliby robić tego,
co lubią... zabijać!
Spermkusista Aad (nosiciel SINISTERa) wraz z glutarzystą Michelem (byłym
członem SINISTERa) jednocześnie wyrzucili do kibla formgulasz z przyjęcia
do ogównoświatowej orgianizacji, niosącej demokrację i pokój, o nazwie
"deNATO".
Jeśli już rżnąć, siepać, szlachtować, masakrować, ciąć, unicestwiać,
eksterminować, torturować, gwałcić, miażdżyć, rozczłonkowywać i eksplodować
- to tylko na własny ruchunek.
I na konto HOUWITSER.
Tak więc dwie obumarte ciąże wstecz obaj mocarze ruszyli w miasto.
Było parno, ale nic nie wskazywało na to, że następnego ranka we wszystkich
mieszańcach miasta będzie się gotować. Potwornie rozdarte kolorowe fragmenty
pierwszej ofiary znalazł mleczarz w kilku pustych butelkach.
Była nią dobrze znana modelka.
Jej usta, cycki, cipa zostały gwałtownie wydarte z mniej atrakcyjnej
reszty.
Potem listonosz z przerażeniem odkrył ludzkie części - odciętą od tułowia
głowę, nogi i ręce - w kilku skrzynkach na listy, a miejscowy ksiądz zastał
papieską głowę na ołtarzu, zaś całą jego resztę przybitą pineskami do ciała
rzeźby ukrzyżowanego. Coś zaczęło się dziać.
Naprawdę.
A nikt jeszcze nie potrafił powiązać przerażających faktów, kiedy HOUWITSER
już wydalał z siebie kolejne zabójcze treści. Uzupełniony wyszkolonymi
dwoma pedoficerami w osobach katabasa Theo (ojca zaklonu JUDGEMENT DAY)
i kwokalisty Mikea (podejrzanego o nosicielstwo SINISTERa) przygotował
psromocyjną demonsrację.
W ciągu zaledwie jednej nocy z rąk całej czwórcy przeklętej zginęło
6 ludzkich korpusów, pozostawiając po sobie jedynie kolorowe i czarno-białe
flaki.
Tożsamości niektórych nie dało się ustalić, mimo wysiłków i starań
fotografów, wydawców prasy oraz miejscowych władz. Wiadomo było jedynie,
że niektóre ciała ofiar były straszliwie zdeformowane i pokryte zielono-żółtą
masą przypominającą ludzkie gile, zaś inne miały na sobie nierównomierne
warstwy gówna.
Jedynie zamiejscowa gangencja stowarzyska Displeased szybko namierzyła
sprawców powyższych wydarzeń.
W czerwcu dziewięćdziesiątego ósmego rozkroku przesłała im list otwarty,
zawierający propozycję na dwie masowe zbrodnie o zasięgu światowym. Oczywiście
list w sposób tajny dezinformował o wskazówkach i miejscu, gdzie będzie
można nagrać całą akcję.
Czterej psycholendrzy nie zastanawiali się dłużej niż rok nad podjęciem
decyzji.
Moderatorem spotkania był Vincent Dijkers.
Gówne przygotowania do śniętej misji odbyły się w studiu QSA w Utrechcie,
zaś zapinanie ostatnich guzików miało miejsce w CC Telecom w Houten.
Sporo ruchuchu, nic więc dziwnego, że w pierwszych tygodniach dziewięćdziesiątego
dziewiątego rozkroku zaczęło się mówić o nadejściu śmierci z ramion nieznanego
potwora o imieniu HOUWITSER.
Gazety prześcigały się w ocenie skali przyszłego mordu, policja udawała,
że nie ma zagrożenia, a księża zwyczajnie prosili o pieniądze i odwalali
modły.
Jednak szybko wyszło na jaw, że zabroniono gazetom drukować zdjęcia
wysoko postawionych osób, pozamykano czytelnie, a właściciele antykwariatów
i księgarń dokładnie kontrolowali swoich klientów.
Byli jednak i tacy wydawcy, którzy potajemnie drukowali duże i kolorowe
plakaty ze zdjęciami sławnych osobistości i rozrzucali w różnych zakątkach
zaświata. Trafiali się nawet i tacy idioci, którzy podrzucali zdjęcia osób
już nieżyjących.
Po co?
Drugiego marca okazało się jednak, że działania społeczeństwa na nic
się zdały.
Nagłówki wrzeszczały zakrzepłą czernią: "Death... But Not Buried".
Czternaście trupów, w tym koronowane głowy, duchowni, politycy, gwiazdy
szołbiznesu oraz członkowie organizacji militarnych.
Wszyscy zginęli w niewysłowionych męczarniach.
Z powypalanymi papierosami oczami, z porozrywanymi korpusami, z poprzebijanymi
pineskami i igłami ciałami, z powyrywanymi wnętrznościami, z podomalowywanymi
wąsami, brodami, wielgachnymi cyckami i przeogromniastymi fiutami, ze spalonymi
kończynami, zaduszeni gumą do żucia czy zamalowani niezmywalnym tuszem.
Z taką brutalnością i agresywnością w zadawaniu śmierci nie spotkano
się już dawno.
Trudno się więc dziwić panice, jaka wybuchła, gdy jedna z gazet podała
do wiadomości przewidywaną datę kolejnej, drugiej tak potwornej zbrodni.
Powołano już międzynarodowy sztab mający przygotować bezpieczne miejsca,
gdzie będzie się składować wszelkie zdjęcia osób jeszcze żywych.
Jakiś prześmiewca porównał tę propozycję do obozu koncentracyjnego
i krematorium.
Czy ktoś ma więc szansę na przeżycie?
A dwutysięczny rozkrok coraz bliżej...
Że co?
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 3/1999r. /