DEMENTOR
Kill the Thought of Christ
(Immortal Souls)
The Art of Blasphemy
(Qabalah Productions)
... na pewno nie trzej potwórcy tajnego zakaładu
dla obłędnie chorych pod nazwą DEMENTOR.
W siurpniu osiemdziesiątego ósmego rozkroku gołosłowaccy flekarze w
osobistościach Romana L., Lubosa i Romana G. rozwarli wrota tajnych kompletków
w poszukiwaniu metalistycznych śladów istnienia boskiego syna i jego nauki
w ciałach nieprzypadkowych ofiar. Mając doskonale opanowaną sztuczkę ulepszania
chorób, rozpoczęli pierwsze przygotowania do bajdań. W dwa rozkroki po
powołaniu do pożycia zakaładu - wzorując się na dostępnych w kraju wynsikach
prac ośrodków typu SLAYER, VENOM, POSSESSED, KREATOR i CELTIC FROST - rozpoczęto
pierdwsze doświadszczenia na ludziach wierzących.
Wynsiki były niezadowalające. Dźgani igłami, nacinani skalpelami, ostukiwani
młotami, łamani cęgami wiercy nie wykazywali żadnych śladów zrozumienia,
cierpliwości, uległości czy miłosierdzia. Wyrywali się, darli w niebogłosy,
przeklinali personel i grozili śmiercią. Niczego boskiego w ich zachowaniu
nie stwierdzono. Dlatego wynsiki bajdań zarzucono, choć poszukiwania spodpowiedzi
trwały nadal.
Wszystko nabrało nowego pożycia, gdy do zakaładu dostał się zniewykształcony
spartolog - Rene.
Jego bzdeterminacja i znajdomość profesji spowodowała, że przygotowania
do pierdwszej publicznej demonsracji nabrały tempa. I tak, w glutym dziewięćdziesiątego
drugiego rozkroku, zespół placówki DEMENTOR dokonał udanego doświadszczenia
pod nazwą "The Extinction Of Christianity".
Przypadkowego wiarka nakarmiono dziewięcioma stronicami z gołosłowackiej
wersji bublii. Następnie zbadano jego ekskrementy, wymiociny, pobrano także
wymazy z otworów. Nigdzie nie stwierdzono obecności jakiejkolwiek świętości
czy śladów boskiego stworzenia. Ekskrementy nie były ani czyste ani za
piękne. Treści żołądka ofiary karmionej zepsutymi rybami, czerstwym chlebem
i tanim winem także nie wykazywały nic, poza straszliwym fetorem kwasu
oraz możliwością powtórnego ich wykorzystania w procesie niezdrowego żywienia
pajacjentów.
Rozkrok później ten sam zespół dupoktorów dokonał kolejnej demonsracji,
pokreślonej terminem "Morbid Infection". Jednego z pajacjentów opętanego
boskim przesłaniem przybito do krzyża, a następnie 6-krotnie wstrzyknięto
mu dożylnie tzw. wodę prześwięconą z pobliskiej świątyni. Jego agonia nie
trwała długo. Nie zanotowano przy tym żadnych zmian pogodowych w atmosferze
ani wzniosłych słów płynących z ust chorego. Przeciwnie, odnotowano wypływające
z ust przekleństwa na przemian z krwią, bezwiedne wydalanie moczu i kału
oraz stercze. Ciało pajacjenta zostało następnie zabezpieczone i złożone
w piwnicy szpiktalnego proszektorium. Po trzech dniach oficjalnie sprawdzono,
że zezwłoki nie zniknęły, a tym bardziej nie zaczęły żyć. Potwierdził to
obecny przy lustracji miejscowy znawca pożycia zombiesów.
Wynsiki tak przeprowadzonego doświadszczenia następnie kopromocyjnie
spreparówano i sprzedano w ponad pięciuset egzemaplarzach.
Dzięki temu dom odmowy bogologicznej DEMENTOR zaczął być znany w całym
kraju. I tak na przykład w dziewięćdziesiątym trzecim jedna ze prysłowackich
akałdemii wydając zbiorową pracę "Necrometal I", posłużyła się do zebrania
na nią materiału między innymi dwiema próbkami wody prześwięconej, użytej
podczas demonsracji "Morbid Infection".
Fama ruszyła z kopytka.
Nasi dupoktorzy zaczęli wykładać się na uczelniach oraz przejmować
wizytami zagranicznych derektorów takich klinik, jak: CRUSHER czy MASSACRA.
Takie rozpasanie szybko doprowadziło do wielomiesiączkowego rozwolnienia
trybu pracy zespołu kliniki DEMENTOR, w którym z pierwotnego składu pozostał
jedynie (obecny) ordymator Rene.
Gównie dzięki niemu już w dziewięćdziesiątym czwartym nowy zespół kliniczny
dokonał debilutanckiego doświadszczenia o nazwie "The Church Dies". Jego
wynsiki zostały opublikowane w specjalnych, oblanych spermopodobną plastikową
masą, kasetkach przez akałdemię Immortal Sound Productions. Zawierały dokładny
opis ekspermymentu przeprowadzonego na pewnym duchownym.
Ciekawość i szaleńcza pasja poznania boskich zdolności spowodowała,
że członkowie zespołu robolczego kliniki poprosili go do jednego z pajacjentów
hoszpitala. Poddany sterowanej prowokacji klecha, bez wahania przystał
na natychmiastową alkoholoterapię. Dość szybko zaczął wykazywać niezdrowe
zainteresowanie seksem hetero- i homoseksualnym, zadziwił znajomością użycia
środków uznanych za odużające i nie okazywał strachu przed insygniami swej
wiary, lżył wszystko i wszystkich, nie pomijając nawet swoich zwierzchników.
Raz płakał i błagał o śmierć, to znowu śmiał się i szydził podczas pokazu
filmów przedstawiających agonię ofiar wojen religijnych, ludzi chorych
czy przestępców skazanych na śmierć. Na koniec obnażył się i oddał mocz
na członków rady. Następnie zamarł z przedawkowania środków przeczyszczających.
Rezultaty pracy "The Church Dies" trafiły do rąk ponad tysiąca zainteresowanych.
Zanim jednak ukazała się pierwsza obszerna praca zespołu klinicznego DEMENTOR
musiało minąć kolejnych parędziesiąt miesiączek.
Niedokładnie dwa rozkroki temu pojawiła się wreszcie bogato ilustrowana,
koprofesjonalnie wykonana praca gołosłowackich dupoktorów zatytułowana
"Kill The Thought On Christ". W nowych rolach, z tytułami hifopatologa,
okultisty, aneszczezjologa i drentysty, czterej konowałowie zajęli się
mózgiem cierpiących na wiarę w boga.
Odcięte głowy pacjentów zostały syfilmowane osprzętem fiutorescencyjnym
w celu rozpoznania aureoli otaczającej ponoć głowy świętych bądź pomazańców
boskich. Oglądając wynsiki w sali prosekcyjnej jednak niczego takiego nie
zaobserwowano, dlatego zaraz potem artysrycznie ztrepanowano czaszki a
mózgi wydobyto na zaświatło dzienne prosektoryjnej piwnicy. Na pierwszy
rzut oczopląsu ilość zwojów była większa od cyfry 6. Na drugi rzut nimi
o ścianę, czyniony ze zmienną zajadłością i precyzją, okazało się, że wszystkie
bardzo łatwo rozpadają się i rozkładają wabiąc mrowie much i innego robactwa.
Prace więc zakończono. Wspólne dziewięciotomowe działo autorstwa gołosłowackich
niedoszłych ortopedziów zostało obszernie przedstawione podczas wielu inseminariów,
odbywających się w krajowych prosektoriach oraz w szczechach, gormanii,
ropsji, na ukradłinie i bolitwie.
Coraz więcej mówiło się i pisało o czterech szalenie brutalentowanych
durnatologach.
Jednak w samym zespole zaczęło znowu dochodzić do niezgodności krup
krwi, co spowodowało konieczność wymiany całego pierdsonelu badawszczego,
poza jego szefem - Rene. To znowu on - tyle że w chlipcu dziewięćdziesiątego
ósmego rozroku - pojawił się na sali prosekcyjnej z puszkami konserwowej
żywności, pozwalając wdychać smród i próbować ludzkiego mięsa nowym członom
zespołu robolczego: Romanowi - przebiegłemu flekarzowi, Milosowi - nieznanemu
spartologowi i Mirowi - duplomowanemu zginiekologowi.
Nowy prukgram badawszczy został sfinansowany przez hirkszpańską klinikę
Qabalah.
Rezultatem wytężonej pracy w chłodni szpiktala ProArt była dziesięciorozdziałowa
praca zatytułowana "The Art Of Butchery", przedstawiająca kanibalistyczną
drogę dupoktorów w celu uzyskania potwierdzenia przenoszenia wiary drogą
pokarmową i jej oddziaływania na konsumenta.
W tym celu czterej chuirurdzy zajadali się ludzkimi ciałami zakażonymi
religią. Złożone do modlitwy dłonie, wzniesione ku górze oczy, klęczące
kolana, wciągnięty brzuch, wypięty zad, genitalia w stanie spoczynku nie
spowodowały po spożyciu żadnych przeinaczeń w zachowaniu badaczy. Także
konsumpcja mózgu ani serca nie wprowadziła spodziewanych zmian w sposobie
widzenia świata i traktowania podludzi. Zdecydowano się więc na wspólne
spożywanie ekskrementów oraz wszelkich wybroczyn typu: mniodzio z uszu,
gile z nosa, flegma z gardła, rzygi z żołądka, serek z członka, pasta z
wnętrza pochwy, krem spomiędzy palców u nóg i zagęszczony pot. Pomimo takiego
oddania nauce czterej flekarze nie odkryli niczego świętego ani nie znaleźli
niczego, co odpowiadałoby pojęciu źródła wiary w boga w ludzkim organizmie.
Na tej podstawie wysnuli konkluzję o braku dowodów na hipotezę istnienia
człowieka na wzór i podobieństwo boga. Przez to, samo pojęcie istnienia
boga i wiary w niego zostało podważone. Tak szalony wynsik badań musiał
odbić się zgagą niejednej ludzkiej istocie i spowodować masowe zniemoralnienie
i załamanie frontu religijnego w zaświecie.
Zaproszenia na odszczyty w różnych miejscach globu poczęły spływać,
jak krew miesiączkowa po nogach.
I jakby tego wszystkiego było mało, Rene i jego zespół szykują już
nowy tajny projekt badawszczy. Wiadomo teraz tylko tyle, że jego sfinansowaniem
zajęła się renodmowana francaska frundacja Osmose.
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 4/1999r. /