ANGEL CORPSE

"Hammer of Gods"CD (Osmose, 1996r.)
"Exterminate"CD (Osmose, 1998r.)
"The Inexorable"CD (Osmose, 1999r.)





... Był późny rozkrok dziewięćdziesiąty piąty. Zaświat rozwarł swoją zakrzepłą od pleśniejącej ropy rzopę. Pękający od nadmiaru piekielnych gazów odbyt wypluł przed siebie ostatniego podupadłego dymona, charchanioła rangi ORDER OF CHAOS, imieniem Pete. On, kiedy już huknął odbytem na wszystkie 6 stron zaświata, rozwinął czarny od zakrzepłej posoki stolec i spojrzał na przekrwione po ostatnim dymaniu oblicze księżyca. Zaciągnął się smrodem kloaki, unoszącym się gęstą mgłą nad mieściną o przezwisku Kansas City. Pentagramiczny uśmiech wykwitł pięcioma wrzodami na jego twarzy.
Szybko doszedł do siebie i przeszedł samego siebie w drodze po śmierdzionośne nasienie, które odnalazł na rękach i obnażonym przyrodzeniu miejscowego trubadura pozwanego Gene. Wspólnie wspominając z rozwolnieniem sabaty organizowane na bezcześć księcia POSSESSEDa, SODOMa, MORBID ANGELa i BATHORYcy jęli powszczynać triumwariat dusz nieczystych na okoliczność zbliżającego się końca zaświata.
Nie przypadkiem ich świeży zapach wymiocin rozszedł się tłumnie po okolicy, zwabiając młodego wiekiem emerytalnym dobosza Johna z domu MALICIOUS INTENT. Po krótkim spięciu, splecione własnymi fujarami trzy dymony piekielne przypiczętowały wspólnym wytryskiem nowy ordynek, któremu na przechrzcie dali wymię ANGEL CORPSE.
Kilka miesiączek później, w zmarcu dziewięćdziesiątego 6-ego rozkroku, trójca prześnięta publicznie rozprawiczyła się z nadchodzącą przyszłością. Zademonstrowała swoje nagromadzone tryskającym kałem moce zgniłkom tego zaświata, najpierw obdarłwszy swoich byłych aniołów stróżów ze skóry, następnie ruszywszy oczyszczać zaświat z brudu, jaki pozostawiła w ludzkich korpusach sącząca się ze wszystkich stron religia. W anielskich przebraniach wędrowali od domu do domu, niosąc ze sobą zło pod postacią słów z tomiksu wierszczyków "Goats to Azazel". Przeganiani od frontu przez puste głowy rodzin, straszeni czarnym pasem i szczuci wężem ogrodowym, nucili pod oknami cztery cipowieści, rozpalając do białości różowiutkie dołeczki w pośladkach matek i córek.
I nim ktokolwiek się zorientował - no, może poza gangencją odpustów bezbożych Osmose - to w przeciągu 6-ciu miesiączek udało się dymonom wydymać ponad tysiąc ochrzczonych duszyczek, siejąc w ich wnętrzach zło i mrok w kroku. Francaskie pieski gończe wytrupiły jednak naszych przebiesrańców i wymusiły bezprawo wyłączności w publikakacji wszelkich przyszłych twórczych wymiocin chłamerykańskich zmór. A miały nosa, jak koń fujarę. Wtedy bowiem, nasze dymony w anielskiej obwolucie rozpoczęły kurwcjatę po świńtyniach w celu zachwiania wiary w kręgosłupach dziewic, matek i tych pośrodku. Okres przełomu lipca i sierpnia nie był tak krwawy, jakby wskazywał na to fetor dobywający się spod damskich kiecek. Udając archamielski zastęp szeptali niewinnym i zbrukanym palcami dziewczętom włochate słowa do uszu, wplatali świństwa we włosy, mydlili śliną oczy czy wreszcie dawali spróbować ich karminowym ustom oryginalnej gazowanej zgnilizny moralnej. A wszystko po to, by pobudzić seksualnie ich 6-ty zmysł. Aż dziewięć z doświadczonych opętaniem kobiet uległo pokuśce i odrzuciło wiarę daleko od siebie, zmieniając zaświat wokół siebie na gorsze.
Nowe metody trójcy prześniętej zrodziły niepokalanie obmierzły i piekielny owoc. Z ich naocznej relacji powstał "Hammer Of Gods" - artrykuł opublikakowany na całym kontymentalnym zaświecie trzydziestego pierwszego paździrnika. Echo, jakim odbił się wściekły piard reakcji wiarków, potwierdziło dymonom, iż kroczą dobrym krokiem. Dało jednak i świadomość, że we trzech nie dadzą już rady. Potrzebna im była jeszcze jedna fujara. Znalazła się taka już miesiączkę później w powłoce niejakiego Billa z domu XENOMORPH.
Wzbogaceni ciałem i ruchuchem udali się przez morze do Ł-ropy, gdzie czekali już psubracia z ordynku IMPALED NAZARENE. Trzytygodniowy podbyt w otoszczeniu najdalszych, jak i najbliższych sługusów Szatana przyniósł krótkooczekiwaną nominację dymonów do trzeciej hierarchii piekielnej. To odróżnienie zostało przypiczętowane krwią menstruacyjną dwóch niewinnych ofiar w samym środku histerycznego Strasbourga, zaś sam wydłużony akt płciowy zyskał sobie wśród zbrukanych dziewic miano "Nuclear Hell".
Podobnego zjawiska - tyle, że pozwanego "Wolflusst" - doświadszczyli wyznawcy koźlaka już w majcowym rozwarciu dziewięćdziesiątego siódmego rozkroku. Tam również na drogę występku zeszły dwie niewiasty, jednak szybko okazało się, że jedną z nich była przeróbka kobiety. Nie zmieniło to jednak wartości niemoralnych, jakie przyniosło to oczyszczenie owłosionych jąder z nadmiaru plemników.
Tego samego miesiączka chłamerykańscy podludzie mogli zapoznać się z pamiętnym artrykułem "Hammer Of Gods" wzbogacionym o dwie dodatkowe relacje opętanych pępowiną sióstr zachłonnych. Rumor, jaki wywołała powyższa pubikacja, spowodował reerekcję mrocznych soków w lędźwiach dymonów. W nowych rolach kadźnodziejów udali się na wizytację wiarków nieswoich parmafii, głoszcząc kłamstwo, zło i wygłaszczając tyrady na bezcześć najwyższego księcia. Obie pierdgrzymki wpisały się czarnymi zgołoskami w browiarzach wiarków a otrzymawszy prześnięte nazwy "Milwaukee Metalfest XI" i "Michigan International Deathfest", dały znak do kolejnej misyfikacji.
Przygotowania odbyły się na złomie paździrnika i listypada w padole Morrisound. Z pomocą oszpeca od przemocji wizululalnej - Joego Petagno - cztery dymony ruszyły nieść złą nowinę potrzebującym wsparcia wlewatywnego w nabyciu umiejętności zaparcia się swej dotychczasowej wiary. Pod postaciami charchaniołów, z bagażem ośmiu rozwiązań nabrzmiałego posoką ropnia na tyłku pramaćki, ordynek ANGEL CORPSE ruszył nawracać wiarków. I tak napotkanym wyznawczyniom likwidowano oklepane poczucie jedności, niszczono rodzinne zapędy, zabijano litość, mordowano bezbronne przekonania, unicestwiano bogobojność, wykorzeniano wartości moralne, masakrowano system wiary, wreszcie pozbawiano wszelkiej godności.
Praca ta była jednak tak wyczerpująca, że jeden z dymonów zapadł na bezpłodność i musiał zostać podmieniony przez rasowego buchjaja Tonyego z ordynku MALEVOLENT CREATION. Z jego pomocą czterej inowwiercy splamili nasieniem kawał Ł-ropy podczas wspólnego synodchodu "No Mercy II Festival", gdzie nawiercali dziwice podczas wspólnych sromszy z dymonami z ordynków IMMORTAL, CANNIBAL CORPSE, OBITUARY, MARDUK i GOD DETHRONED, a następnie w trakcie samodzielnej pierdgrzymki z IMMORTALem po wybranych dwudziestu pięciu ośrodkach wiary. Rozchichoceni wynsikami nowej ewałgelizacji, ruszyli na podbój własnego padołu u boku dymonów z CANNIBAL CORPSE. W ponad pięćdziesięciu wiochach wiercy z różnych kątów chłameryki  - z okrzykiem "Exterminate" na wargach - rzucali w błoto swoje chrzcielarskie śluby. Złycięstwo zła zlało się strumieniami śmierdzionośnej spermy w gardłach byłych wiarków. Dzięki temu ordynek ANGEL CORPSE otrzymał bałwans do drugiej hierarchii piekielnej. Wyższe duposażenie i prykstiż zmusiły dymony do zmiany osobowości i relegrację na deflorydę. Pod postaciami inkubów - teraz znowu jako trójca prześnięta - pojawili się u boków hord IMMOLATION i KRISIUN, siejąc nasienie, gdzie popadło.
Wkrótce ich wygłodzone trzewia mózgowe rozpoczęły wielomiesiączkowe przygotowania jeszcze obrzydliwszej encuchliki, którą przezwali występnie "The Inexorable". Po raz kolejny finansowani przez gangencję Osmose z namaszczeniem ostrzyli kopytka na pierwszą hierarchię piekielną. Pierdwsze i zarazem ostatnie strupnięcie nastąpiło we wrześniu tego rozkroku. Pod postaciami sukubów uderzyli w samą gardziel boskiej struktury wiary. Została rozpiżdżona ośmioma celnymi strzałami z męskich soków, wyciśniętych z armat najwyższych urzędników i zwierzchników kościelnej hierarchii. To oni i ich nasienie spłodziło nowy wymiar zła, zaś oni sami zostali zarażeni nieuleczalną chorobą "The Inexorable". Mrok lał z radości po nogach kroku. Owulacje na cześć inkubów ANGEL CORPSE nie miały końca. Nic zdzirnego więc, że środki prykazu relacjonowały prawie na gorąco spotkanie dymonów pierwszej kategorii podczas pierdgrzymki do Ł-ropy w paździrniku i glistopadzie u boku ordynków MARDUK, CANNIBAL CORPSE, AETERNUS i DEFLESHED.
Na kolana chamy, gdy ANGEL CORPSEa witamy!

/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 4/1999r./