ANAL OF BLAST
Vaginal Vempire
Nightfall/Terrorizer





Byłem najstarszy... A to miał być mój pierwszy raz.
Zdrętwiałymi rękami zacząłem ściągać koszulę, potem rozpinać spodnie. Cholera, nie chciały przeleźć przez buty, więc tak stałem i szamotałem się w kalesonach na dupie, a zza pleców dochodził mnie cichy śmiech. Kiedy już uporałem się ze spodniami, ściągnąłem gacie i uklękłem. Nie byłem jednak w stanie dziękować bogu za możliwość rozdziewiczenia w wieku trzydziestu czterech lat. Byłem coraz bardziej podniecony, a fale gorąca masowały moje ręce, spływając wolno w dół brzucha. Spojrzałem na mojego ptaszka, który z kolibra mógł wreszcie przedzierzgnąć się w jastrzębia. Lata pracy mych rąk nie były w stanie wyuczyć go na dorosłego ptaka. Teraz patrzyłem, jak rośnie jego łeb, jak puszy kaptur, a jego skóra grubnie w miarę, jak uwidoczniają się nabrzmiałe od krwi żyły. Po chwili stał przede mną dziki i wyniosły, gotowy do skoku na jedno skinienie. Jednak będzie musiał chwilę poczekać.
Najpierw musiałem jej podziękować. Patrzyłem, jak się uśmiecha i przyzywa mnie wzrokiem pełnym miłości. Rozchyliłem jej uda i pochyliłem się. Poczułem słodkawą woń sików, potu i kupy. Dotknąłem wargami jej odbytu, strzeliło gorącym gazem, poczułem się, jak w przedsionku piekła. Przeżegnałem się i possałem chwilę. Potem przesunąłem twarz wyżej w kierunku ogromnej groty, wilgotnej od dorosłych soków. Gdy mój język zaczął oblizywać jej wejście, mój nos wypłoszył z jej zarośniętego łona wielkie złocisto-niebieskie muchy, które brzęcząc jak bombowce odleciały w niewiadomym kierunku. Miałem za mały język, by spenetrować choć w części przedsionek jej raju, więc wprowadziłem do naszej miłosnej gry moje oręże. Chwytając je za dwie owłosione kule wprowadziłem moje działo w odwieczne miejsce należnego mu spoczynku. Zacząłem poruszać nim w przód i w tył, kolebiąc całym jej ciałem. Coraz mocniej, głębiej i gwałtowniej, w miarę, jak ekstaza zacierała świadomość. Pot zaczął spływać mi po czole, oczach, szyi i piersi. Widziałem, jak rozłożyła ręce w geście oddania, jak łapała powietrze, nie wydając przy tym żadnych westchnień czy okrzyków. Za to ja zacząłem jęczeć w miarę, jak zbliżał się wytrysk mojego śnieżnobiałego mleczka. Niemal szarpałem całym jej ciałem. Zobaczyłem, jak mój miecz wypycha na zewnątrz jej krew i jakieś czarne skrzepy. Zmusiłem się do zatrzymania, by ugasić pragnienie tymi wydzielinami. Smakowały bosko! Resztki rozsmarowałem na jej i swoim brzuchu, tak, jakbyśmy tym miłosnym zjednoczeniem pieczętowali nasze odwieczne przymierze. Moje ręce powędrowały na jej wielgachne piersi. Zacząłem miętosić je żwawo, ruszając przy tym jeszcze szybciej moją dupcią z zesztywniałym na kość drągiem.
Nadchodziło zbawienie. Wieczny odpoczynek. Boże, to coś cudownego! Aaaa! Aaaaaa! Aaaaaaaaaaaaa!!
Spuściłem chyba z galon mego paliwa w jej potwornie wielki bak. Padłem na nią niemal doszczętnie wyczerpany. Nie mogłem jednak oprzeć się całuskom jej suchych ust. Spenetrowałem językiem jej nieco cuchnącą zgniłym zębem pieczarę, wybierając i smakując resztki dzisiejszego obiadu. Mniam! Chyba oszalałem! Zacząłem jak pies lizać jej oczy i nos, gładzić tłuste włosy i podgryzać sutki. Wtedy poczułem, że mój koń wysuwa się ze stajni mej pani - mego odwiecznego bóstwa.
Osunąłem się obok, ustępując miejsca młodszemu bratu, który też miał prawo do aktu zespolenia. Zabrał się do tego chyba bardziej fachowo ode mnie. Ze zdziwieniem zauważyłem, że jego ogier penetruje dziurkę poniżej groty uciech. Ujeżdża mocno, jęcząc w niebogłosy, a grzbiet jego ogiera pokrywa gęsta brązowa maź. Chyba zaraz skończy, kiedy nagle nie wytrzymuje trzeci brat i też dorywa się do kobiecego ciała, które podryguje i skacze w miłosnym tańcu. Robi coś od strony jej głowy, też porusza się - jak ja przed chwilą - i mruczy. Ja nie wytrzymuję i wkładam rękę do jej groty. Ktoś jeszcze inny chwyta jej piersi. Jak w pijanym widzie wszyscy zaczynamy podrygiwać, szarpać, ciągnąć, miętosić i rwać jej ciało. Czuję, jak moja dłoń przebija się głębiej, a ręka rozpruwa ciało i skórę w górę, w stronę brzucha. Pęka otrzewna, czuję jak jelita owijają się wokół mojej ręki. W tym samym czasie mój młodszy brat wyrywa z trzaskiem jej nogi z miednicy, nie zaprzestając szaleńczego pędu zbliżenia. Trzeci natomiast z takim animuszem zapładnia jej umysł, aż odrywa jej głowę od reszty tułowia i biegnie z nią tak, jakby chciał uciec na osiemnasty metr z piłką. Wtedy ten ostatni nagle wstaje z jej rozdartego wzdłóż i wszerz korpusu. W jego rękach tkwią jej piersi. Zaczyna wymiotować, ja zaraz po nim, młodszy też, trzeci chwilę potem. Tracę świadomość.

Cóż więcej mogę powiedzieć, wysoki sądzie?
Pamiętam jeszcze tylko policjantów oraz tłumy mieszkańców wrzeszczących w niebogłosy: "Zajebać pieprzonych skurwysynów!! Zamordowali własną matkę!!".
Do tej pory ich nie rozumiem. Przecież nasza mamusia kochała nas i wychowywała od małego. Myśmy też ją kochali.
A wtedy właśnie, wieczorem, powiedziała: "Kochani moi, chyba was jutro opuszczę na zawsze. Dlatego nie możecie mnie teraz zostawić samej. Chcę mieć was wszystkich przy sobie".
Co mieliśmy robić??

(płyta w dystrybucji Pagan)
 

/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 3/1999r./