RADIO RMF FM
28.06.1996r.
SARCOPHAGUS




/Potworny hałas wyłania z mroku ludzkiego mrowia szalejącą tłuszczę, walącą drzwiami i oknami w zamknięte drzwi i okna pobliskiego kościodoła. Gdy pękają bariery moralne i ekonomiczne, związane z dozwolonością oraz ceną biletów, oczom ogłupiałego codziennością tłumu pojawia się podświetlona obscena z wodziryjem pośrodku/
- Szanowni Państwo!
Z bólem w kroczu, ale z fałszywą skromnością chcę powitać Państwa w naszym smutnym miasteczku na corocznym, płatnym pokazie dziwów tego zaświata.

/Robi ukłon w stronę, podnieconej widokiem jego wypchanego kroku, transwestyckiej części podglądaczy/
- Prosimy bliżej...
Już za chwilę ujrzycie odkrycie tego wieku, dokonane przez słynnego japońskiego badacza wydzielin pozaustrojowych -
Akiłe Kutosawa, który penetrując bezprawnie teksańskie cmentarze natknął się na...

/Bierze wdech tak głęboko, że aż widać ramiączka u stanika/
- Ale, ale... zanim odkryję przed Wami swe wdzięki, nasz Herkalosz pokaże Państwu, jak oddechem swojego odbytu zgasi świeczki na torcie przygotowanym dla tej z pań, która go włączy... ha, ha, ha!

/To chyba był kiepski dowcip, bo jedna z wypindrzonych samic osuwa się zemdlona w dopiero co powstałą kałużę moczu/
- O proszę, Pani ma chęć...

/Otumaniona gawiedź wpycha ofiarę na scenę/
- Proszę... o tu, tu wcisnąć mu pępuszek.
Ja włożę maskę...
No, niech się Pani nie boi, to poleci w drugą stronę, noooo...

/Chciał ją uspokoić, ale nie zdążył nawet włożyć palca w Jej wilgotną i pozbawioną majtek piczę, gdy rozległ się potężny strzał. Atmosfera zgęstniała i pokryła się ciężkimi od brązowości oparami ludzkich przemian wewnętrznych/
- Wspaniale!
Wspaniale!!
Manifik!!!

/Publika szaleje z radości/
- Tylko tu, drodzy Państwo, atrakcje niebywałe!
Żadnych bajerów!!

/Ktoś nie wytrzymuje i wyciąga rękę/
- Ho, ho, ho... Proszę Pana, to czekolada na torcie, bez obawy...
Drodzy Państwo, wracam do odkrycia, o którym mówiłem przed chwilom.
Proszę bliżej, tłumniej...
Już za chwilę odkrycie dwudziestego wieku da państwu możność zmiany dotychczasowej osobowości... Tak, tak... Już setki osób skorzystało z tej niebywałej okazji i nie żałują...
To dziwo zwie się...

/Uczyli go na kursach marketingu, żeby często wstrzymywać popędy i wiatry/
- S A R  K O F A G U S !

/I dodaje wierszem/

- "Kto spróbuje - ten zaświadczy
Że odczuje impuls władczy
Który da mu świętą moc
Sławę, dziewki, pełny trzos!

Zaś ten, co ma cykora
Lepiej niech po księdza woła
Bo on nigdy sie nie skusi
I fujarą zostać musi!!"

Więc...
Oto drodzy Państwo...
Wspaniały...
S A R K O F A G U S !

/I znowu nic nie pokazał, choć rozpiął już rozporek. Tłum za chwilę chyba eksploduje plwociną w jego kierunku/
- Kto zechce zmienić swoje dotychczasowe beznadziejne życie i zaznać rozkoszy bycia swoim idolem?
No kto?!?

/Z dziesiątek gardeł wydarł się papierem ściernym ryk wyznaniom miłosnym niepodobny/
--- Jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!
- No kto?
Może Pan...Że co?!? Aha, Pan już jest posłem...
No to kto?

/Wodzi swoim ryjem z błyszczącymi ślepiami po wyrywających się z cielesnej masy postaciach/
- Pani!?!
Cudownie!!
Prosimy tu do nas...
Uwaga na wiaterek! Podwiewa spódniczkę... he, he, he...

/Uroczo zawijając swoimi pałąkowatymi nogami stanęła obok mikrofonu/
- Jak się Pani nazywa?
-- Małgosia Durka. Przyjechałam z Kijelc. Mam trzydzieści lat i dwoje dzieci... i pieska. Jestem pielęgniarką.
- Wspaniale Małgosiu! Cóż za piękne imię...
A więc Małgosiu... O kim marzysz, kim chciałabyś być, kiedy leżysz w łóżku...

/Panienka, jak pensjonarka, pokryła się na twarzy czerwienią z ropnymi wypryskami/
-- Nie mogę powiedzieć...
- Nie może powiedzieć? Ach, joj... słodka tajemnica, cooooooo?
-- Uhm...

/Wodziryj słodko się uśmiecha, przypominając nieco koparkę szykującą się do ukąszenia dżdżownicy w szyję/
- No to niech tak zostanie...
Proszę Państwa!
Oto Małgosia - pielęgniarka, matka, żona - chce się oddać...hmm... poddać się na Waszych oczach transformacji, porzucając trzydzieści lat marności, bezsensowności i bylejakości.

/Otwiera wieko stojącej obok stalowej wanny bez uchwytów na ręce/
- Proszę do Sarkofagusa!!
Torebeczkę proszę zostawić tutaj...
A krzyżyk... lepiej wziąć...

/Zamyka za nią archaiczną bramę wiecznego spoczynku/
- Uwaga! Uwaga!!
Teraz proszę wszystkich o rytmiczne dyskopolowe klaskanie, które roznieci działanie Sarkofagusa i da nieoczekiwany rezultat!!!
Proszę!

/Wszyscy, jak jeden wąż z kieszeni, walą się łapskami po pyskach, glacach, pośladkach, łydkach, owłosionych torsach i zwisających gołych brzuchach, wznosząc przy tym smrodliwy pył, powoli zakrywający scenę. Drygający wodziryj wystawia ryj, szczerząc żółtawe od papierosów zęby/
- Już za chwilę... zobaczycie Państwo rezultat!
Kiedyś Małgosia Durka, a teeeeeeraaaaaz...

/Chyba jeszcze nie zauważył, że tłum gapiów przed nim tak jakby stopniał, wtulił się w siebie i w błoto pod stopami/
- A teraz...

/Odwrócił się i zobaczył/
- O boże?!?

/Nie był to na pewno bóg. To coś było wielkie, ogromne i ociekało krwią. Miało przeogromną pochwę, której zęby pochwyciły wodziryja za ryj i wciągnęły do wewnątrz. To, co się stało później jest znane ze spowiedzi paru dwunożnych samic, które przeżyły orgazm i które do chwili obecnej przebywają na zamkniętym od środka oddziale seminarium/