/Potworny hałas wyłania z mroku ludzkiego mrowia szalejącą tłuszczę,
walącą drzwiami i oknami w zamknięte drzwi i okna pobliskiego kościodoła.
Gdy pękają bariery moralne i ekonomiczne, związane z dozwolonością oraz
ceną biletów, oczom ogłupiałego codziennością tłumu pojawia się podświetlona
obscena z wodziryjem pośrodku/
- Szanowni Państwo!
Z bólem w kroczu, ale z fałszywą skromnością chcę powitać Państwa w
naszym smutnym miasteczku na corocznym, płatnym pokazie dziwów tego zaświata.
/Robi ukłon w stronę, podnieconej widokiem jego wypchanego kroku, transwestyckiej
części podglądaczy/
- Prosimy bliżej...
Już za chwilę ujrzycie odkrycie tego wieku, dokonane przez słynnego
japońskiego badacza wydzielin pozaustrojowych -
Akiłe Kutosawa, który penetrując bezprawnie teksańskie cmentarze natknął
się na...
/Bierze wdech tak głęboko, że aż widać ramiączka u stanika/
- Ale, ale... zanim odkryję przed Wami swe wdzięki, nasz Herkalosz
pokaże Państwu, jak oddechem swojego odbytu zgasi świeczki na torcie przygotowanym
dla tej z pań, która go włączy... ha, ha, ha!
/To chyba był kiepski dowcip, bo jedna z wypindrzonych samic osuwa się
zemdlona w dopiero co powstałą kałużę moczu/
- O proszę, Pani ma chęć...
/Otumaniona gawiedź wpycha ofiarę na scenę/
- Proszę... o tu, tu wcisnąć mu pępuszek.
Ja włożę maskę...
No, niech się Pani nie boi, to poleci w drugą stronę, noooo...
/Chciał ją uspokoić, ale nie zdążył nawet włożyć palca w Jej wilgotną
i pozbawioną majtek piczę, gdy rozległ się potężny strzał. Atmosfera zgęstniała
i pokryła się ciężkimi od brązowości oparami ludzkich przemian wewnętrznych/
- Wspaniale!
Wspaniale!!
Manifik!!!
/Publika szaleje z radości/
- Tylko tu, drodzy Państwo, atrakcje niebywałe!
Żadnych bajerów!!
/Ktoś nie wytrzymuje i wyciąga rękę/
- Ho, ho, ho... Proszę Pana, to czekolada na torcie, bez obawy...
Drodzy Państwo, wracam do odkrycia, o którym mówiłem przed chwilom.
Proszę bliżej, tłumniej...
Już za chwilę odkrycie dwudziestego wieku da państwu możność zmiany
dotychczasowej osobowości... Tak, tak... Już setki osób skorzystało z tej
niebywałej okazji i nie żałują...
To dziwo zwie się...
/Uczyli go na kursach marketingu, żeby często wstrzymywać popędy i wiatry/
- S A R K O F A G U S !
/I dodaje wierszem/
Zaś ten, co ma cykora
Lepiej niech po księdza woła
Bo on nigdy sie nie skusi
I fujarą zostać musi!!"
Więc...
Oto drodzy Państwo...
Wspaniały...
S A R K O F A G U S !
/I znowu nic nie pokazał, choć rozpiął już rozporek. Tłum za chwilę
chyba eksploduje plwociną w jego kierunku/
- Kto zechce zmienić swoje dotychczasowe beznadziejne życie i zaznać
rozkoszy bycia swoim idolem?
No kto?!?
/Z dziesiątek gardeł wydarł się papierem ściernym ryk wyznaniom miłosnym
niepodobny/
--- Jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!
- No kto?
Może Pan...Że co?!? Aha, Pan już jest posłem...
No to kto?
/Wodzi swoim ryjem z błyszczącymi ślepiami po wyrywających się z cielesnej
masy postaciach/
- Pani!?!
Cudownie!!
Prosimy tu do nas...
Uwaga na wiaterek! Podwiewa spódniczkę... he, he, he...
/Uroczo zawijając swoimi pałąkowatymi nogami stanęła obok mikrofonu/
- Jak się Pani nazywa?
-- Małgosia Durka. Przyjechałam z Kijelc. Mam trzydzieści lat i
dwoje dzieci... i pieska. Jestem pielęgniarką.
- Wspaniale Małgosiu! Cóż za piękne imię...
A więc Małgosiu... O kim marzysz, kim chciałabyś być, kiedy leżysz
w łóżku...
/Panienka, jak pensjonarka, pokryła się na twarzy czerwienią z ropnymi
wypryskami/
-- Nie mogę powiedzieć...
- Nie może powiedzieć? Ach, joj... słodka tajemnica, cooooooo?
-- Uhm...
/Wodziryj słodko się uśmiecha, przypominając nieco koparkę szykującą
się do ukąszenia dżdżownicy w szyję/
- No to niech tak zostanie...
Proszę Państwa!
Oto Małgosia - pielęgniarka, matka, żona - chce się oddać...hmm...
poddać się na Waszych oczach transformacji, porzucając trzydzieści lat
marności, bezsensowności i bylejakości.
/Otwiera wieko stojącej obok stalowej wanny bez uchwytów na ręce/
- Proszę do Sarkofagusa!!
Torebeczkę proszę zostawić tutaj...
A krzyżyk... lepiej wziąć...
/Zamyka za nią archaiczną bramę wiecznego spoczynku/
- Uwaga! Uwaga!!
Teraz proszę wszystkich o rytmiczne dyskopolowe klaskanie, które roznieci
działanie Sarkofagusa i da nieoczekiwany rezultat!!!
Proszę!
/Wszyscy, jak jeden wąż z kieszeni, walą się łapskami po pyskach, glacach,
pośladkach, łydkach, owłosionych torsach i zwisających gołych brzuchach,
wznosząc przy tym smrodliwy pył, powoli zakrywający scenę. Drygający wodziryj
wystawia ryj, szczerząc żółtawe od papierosów zęby/
- Już za chwilę... zobaczycie Państwo rezultat!
Kiedyś Małgosia Durka, a teeeeeeraaaaaz...
/Chyba jeszcze nie zauważył, że tłum gapiów przed nim tak jakby stopniał,
wtulił się w siebie i w błoto pod stopami/
- A teraz...
/Odwrócił się i zobaczył/
- O boże?!?
/Nie był to na pewno bóg. To coś było wielkie, ogromne i ociekało krwią.
Miało przeogromną pochwę, której zęby pochwyciły wodziryja za ryj i wciągnęły
do wewnątrz. To, co się stało później jest znane ze spowiedzi paru dwunożnych
samic, które przeżyły orgazm i które do chwili obecnej przebywają na zamkniętym
od środka oddziale seminarium/