RADIO RMF FM
28.12.1996r.
MYSTICUM




/Dokładnie słychać jak płatki sniegu uderzają głośno o trawę aż ziemia nadyma się gruntowymi pryszczami, próbując wytrysnąć roponośną posoką. Wiatr przewraca uśpione muchy w locie, sklejając ich skrzydła zamrożoną spermą/
Biegnie postać...
Biegnie pewnie, wtapiając się w mrok obezwładniający nadchodzącą noc.
Ma moc...
Mistyczną moc, która kładzie trupem otaczający świat. Ścina mrozem, pali śmigającym wiatrem, truchleje grozą.
Biegnie druga postać...
Za nią trzecia...
Kawałki zmarzliny strzelają spod ich buciorów, łącząc się z gęstą mgłą rozbijaną gorącem oddechów biegnących oraz ich bezwzględnym wiercącym spojrzeniem.
Blady blask księżyca wytropił całą Mistyczną Trójcę przemykającą przez polanę.
Wyłuskał ich nieludzko owłosione dłonie, strzelając gwiaździście pentagramistym odblaskiem.
Potrójnym...
To broń...
Ich broń...
Nim ich cienie skrył las, na brzegu polany pojawił się jazgotliwy tłum...

/Z oddali dochodzi nierówny tętent ludzkich stóp, przyzwyczajonych do pokonywania nie takich odległości/
... Tłum wywijający pochodniami i sznurami, biegnący chaotycznie pod wodzą człowieka w sutannie.
Lodowatą ciszę przerywa krzyk orła...

/Słychać wyraźnie klekot bociana niosącego w dziobie - na pobliskie wysypisko odpadków rakoaktywnych -  wyskrobany płód/
... Orła, któremu przebiegająca Trójca zakłóciła pobiednią drzemkę.
Zew krwi budzi się do życia. A duchy puszczy puszczają bagienne gazy i wodze fantazji.

/Tam i tak już strasznie śmierdzi, a tu jeszcze te gazy/
Biegnąca Trójca z błyskiem w oczach spogląda na watachę goniących, których zgrzytanie zębów ściera sie na proch ze skrzypieniem śniegu.
Zdążą??
Niewidoczne gołym okiem znaki zdają się kierować uciekinierami zawsze lewą stroną ścieżek wydeptanych przez diabły taśmackie - odwiecznych Panów tych norweskich metropolii.
Już niedaleko...
Zbliżają się...
Zbliżają się też prześladowcy.
Słychać odgłosy strzałów...

/Gdzie? Cóż, skoro tak jest napisane/
Groch, śrut, kule... nawet wózek inwalidzki świszczą nad głowami zbiegów, strącając bałwany śniegowe, owoce i inne części drzew nie nadające sie do spożycia przed pierwszym stycznia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego rozkroku.
/Ktoś ukryty między wierszami tego tekstu wkłada sobie palce stóp do gardła i wydobywa z niego jeszcze niestrawione dźwięki/
Leciutki gwizd otwiera ślepia dziesiątkom wilków, grzejących swoje brzuszki w śniegu.
Drugi - kieruje ledwie biegnącą Trójcę do stajenki z gratisową elektrycznością, haj-fajem i barkiem na płozach.

/Czterołapne futrzane maszyny do zabijania kierują swoje paszcze w stronę, skąd gonią goniący/
Słychać okrzyki przerażenia i bólu goniących oraz charkot i ujadanie puszystych strażników.

/Wewnątrz 6-ciu ścian jest natomiast cicho i ciepło/
W stajence Trzy postacie uwalniają z dłoni swoją broń, stawiając ją na stole.

/Miły uchu brzęk szkła powoduje niepowstrzymany ślinotok i napływ Mroku do kroku. Szczęk, syk i gulgot przelewającego się złocistego płynu z pełnego w próżne przydaje szyku panującej tu rodzinnej atmosferze/
Pusty żłób raduje ich serca.

/Stają w pentagramistym kręgu w rozkroku/
W mistycznym kręgu wznoszą do niebios swą pieśń:

Dzisiaj w Batlay'm
Dzisiaj w Batlay'm wesoła nowina!
Że panna czysta
Że panna czysta - poroniła syna!!!!!