RADIO RMF FM
29.09.1995r.
LUNATIC INVASION
/Pojawił się znianacka z mikrofonem w zębach i rozanielonymi małolatkami
uczepionymi jego spodni. Powiódł wzrokiem zdobywcy dziewiczych grot po
widowni i z gracją, półdupkiem, włączył osprzęt do emisji fallusów radiowych/
Witam Bezpaństwa serdecznie z hali wódowiskowo-strupowej "Ynwejżyn
Rekords", gdzie, jak słyszycie, już za chwilę rozpocznie się finał par
łamańca defskotekowego w klasie "Totentanc".
Faworytem imprezy są jak zwykle nieproszeni goście - opary wspólne
git-Wulferta i doktora (w rozszerzeniu dora) Majewskiego oraz Syna Ramlowa
i Bacha-Helbacha.
Pierwsza opara rozpoczęła karierę jeszcze w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym
ósmym rozkroku, druga - niedawno, kilka miesięcy temu. Wspólnymi siłami
stworzyli wirujący seksem zespół pod nazwą Lunatik Ynwejżyn, występujący
bez powodzenia w lokalach tętniących życią na wschód od edennu.
Ich popularność wybuchła nagle w związku z epidemią nieznanej choroby,
uśmiercającej każdego dorosłego małolata "sztachającego się szlugiem bez
gwizdka", posługując się tutaj terminologią wędkarską.
Ich występki podczas ostatniego namaszczania i wieczerzy skazanych
na uzdrowienie w zbawienny sposób wpływały na ich samobezczucie i powodowały
zgon w potwornych bólach bluzki i majtek.
Okoliczna ludność pałając chęcią wyrwania członków naszym bohahaterom
wystawiła im za życia trzy płyty nagrobowe:
- jedną, małą w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym rozkroku
pod harksłem "Destint Tu Daj";
- drugą, rozkrok później, dużą do spółki z Egefokles;
- trzecią - "Selektet Łans"- nie później niż rozkrok później po tej
małej wydanej rozkrok wcześniej niż wspomniana duża...
/Kiedy postacie w lateksowych mundurkach i z cekinami na organach pojawiły
się pośrodku wszyscy wstrzymali oddech i piard. Pierwszy wydobył odgłos
ze swojego przesmrodzonego wnętrza nasz komutator/
Ale, ale... zahipnotyzowana owłosionym torsem jednego z naszych bohahaterów
publiczność szybko przełknęła ślinę swego sąsiada i wbiła wzrok w sędziego,
który padł na miejscu martwy bez życia.
Jury konkursu jeszcze ustala regulamin korzystania z pobliskiego szaletu,
a opary zawodników właśnie wytaczają się na parkiet.
Mam nadzieję, że nie pojawią się pawie, bowiem taniec ze zwierzętami
może skończyć się tragicznie dla siedzących opodal szelekcjonerów.
/Światła przygasły, jak w pobliskim burdelu/
Ciszy szum kamer zagłusza wszystko wokół, dlatego już najwyższy czas,
byśmy ruszyli do tańca.
Tak, tak...
Nie, najpierw do różańca...
/Gruchnęły kolana o parkiet i beton. Wszystko zamarło, nawet ruch robaczkowy
zwolnił swój bieg. Ale.../
Sędzia dał znak! Brzęknęła moneta o tacę... i ruszyli! Ruszyli!!
Wir stęchłych ciał na chwilę zaparł dech w piersiach.
Coś prysnęło!
To oderwała się głowa partnerce opary franCaskiej.
Niedozwolony chwyt poniżej paska...
Fałl, fałl!!
Biegnie sędzia.
/Sutanna bardzo mu w tym przeszkadza/
Czy zdąży dobiec, czy zdąży??
Nieeeeee...
Silne uderzenie powaliło go z nóg.
Pobliskie opary "skacząc i fruwając" zmiażdżyły jego ciało, zostawiając
tylko mundurek.
Ojojoj!
Opara brutyJskich lwów zamorskich właśnie poślizgnęła się na trzewiach
parujących jeszcze ostatnim jadłem i straciła wagę równo rypiąc ciemieniem
w podsunięty sprytnie kawał betonu.
Zionęli duchem...
Hell-Bacha, pół-bacha, ale lacha - ryczy publiczność, czekając na jakiś
dowód wdzięczności od ich idyla.
Ale nie ma na to czasu, bowiem zioną duchem kolejne opary, pozostawiając
po sobie kupki popiołu lub jęk zawodu najdalszej rodziny ze strony sąsiada
z pobliskiej kilometropolii.
/Publiczność rozwiera szczęki w oczekiwaniu na jeszcze większe emocje/
Powoli widać, jak na dłoni... robią się krwawe pęcherze...
Taaaak... napięcie rośnie, przekroczyło już zapewne czysta woltów.
/Zaczyna drżeć w posadach swoich kroczy, gdy nagle.../
Traaach!!
Rozprysnęła się kolejna opara, bryzgając różowym mózgiem na koszulki
niewiernych kibiców ilustrowane hasłem:
"Nasze pary mają jaja.
Inne pary - to fujary!"
Biegną służby komunialne, gotowe nawet jeszcze pół-żywego tancerza
wpakować do lodówki, inkasując należność od miejscowego probducenta zupy
z trupa.
Jeden zaciekle broni swego ciała...
/Służbiści natychmiast obezwładniają go spojrzeniem i znakiem krzyża.
Ale na tym nie koniec.../
Aaaach!
Piła tarczowa przekonuje go jednak szybko o tym, że lepiej będzie wyglądał
w postaci złożonej.
/W powietrzu czuć już powoli tylko woń krwi, spermy, gówna i mózgu.
Natomiast trybuny szaleją, kołyszą się i robią falę/
Posoka znaczy miejsce, gdzie jeszcze niedawno pląsała opara mejdin
dejnSmark, jednak partner wziął za duży wdech i wciągnął w siebie partnerkę,
następnie przegryzł ją w połowie kości ogonkowej, pozbawiając możliwości
życia po śmierci w formie hotdoga z grzybami.
/Ta relacja winna jeszcze trwać, jednak znaki dawane przez małolatki,
czyli oblizywane wargi, rozwarte w napięciu kapska, pożądliwe spojrzenia
zmusiły naszego komutatora do opuszczenia stanowiska pracy i porzucenia
mikrofonu. Wolał trypra od ajdsa. Kwestia gustu./