RADIO KOLOR
24.06.1993r.
SINISTER
/Posterunek policji na Jasnej Dziurze.
Szeregowy J.ełop uczy się pisać, Kapitanka I.grucha przesłuchuje a
trzęsigacior W.alezy opowiada/
/J pisze na maszynie dwoma palcyma/
I - Nazwisko...
W - Kacperek... Walezy
I - Zawód...
W - Fryzjer... myęsko-damski...
I - Mówcie, coście widzieli. W nocy to było?
W - Tak, cimno jus było. Wracałym do dumu, kiedy zara za garazem Wafelka...
tego, co świtno maść na hymorojdy robji z kacych kuperkuf... zaras za jego
garazem zobacyłem...
/J nie pisze/
I - Co jest szeregowy?
J - Nie nadanżam...
I - Postarajcie się, dobrze?
Chociaż, żeby to dało się przeczytać.
Co dalej Kacperek?
/J znowu pisze na maszynie dwoma palcyma/
W - Zobacyłem srebzysto poświte, jakby niebo staneło psedemno łotworem.
I - Byliście trzeźwi?
W - Jak pon bóg psykazał!
I - Kontynu... ujcie, ale nie obcinajcie tu sobie paznokci, to nie
salon!
W - I tego, no... Z tego nieba zstompiła na ziymie łoooogromna, złocista
i psepikna postać.
I - Stop!
Szeregowy - nie piszcie!
/J nie pisze/
I - Co za postać? Jak wyglądała... sprawdziliście dokumenty?
W - Co Pani? To był cut boski, bóg mi sie łobjawił, mnie... prostemu
cłowikowi...
I - Bóg, nie bóg, przecież musiał jakoś wyglądać, musiał coś mówić!?
Szeregowy - piszcie!
W - Łon nic nie mówieł... jego łusta nawoływali...
I - Co?!?
W - Nawoływali do łoddania mu sie płod łopieke.
Byłem jak zacarowany, gdy Jego łusta wydawały z sibie głos.
I - Jaki głos? Jak brzmiał?
W - Mniej wincej tak...
/Uszom urzędników dał się słyszeć potworny ryk tysięcy gardzieli rannych
wilków, setek płuc palonych na stosie ofiar i dziesiątek wyzioniętych duchem
tchnień powieszonych biskupów/
I - ?!?
J - /nie pisze/ Pani kapitan, jak mam to zapisać?
I - Kacperek, czy wy się dobrze czujecie? Który bóg tak mówi do wybranych?!?
/J znowu pisze na maszynie dwoma palcyma/
W - Ni wijem, łale Jego nawoływłaniom towazysyła równiys psepikna muzyko,
nimfy w ałrełoli winnego ksywu tancyły, młode anioły łocierały sie swojimi
sksydłami, a licny jinwentasz łoplatał ich wsyskich zyndem dziwnie psypominajuncym
ruchliwo dzdzownice. I kiedy jus kciołem psestumpić próg tego raju... zymdlałem...
I - Nooooo taaaak... Kacperek, dość już tych bredni. Idźcie do domu,
do żony, niech was wygrzeje pod pierzyną!
A na głowę niech położy lód!
W - Łale ja mówie prawde... taśma jest tego dowodem... sam bóg mi jo
doł!
I - Dobrze, dobrze.
Dziękujemy za wizytę.
Szeregowy - odprowadźcie Pana!
/J już nie pisze i wstaje/
W - Ale jo naprawde...
J - Do widzenia!
/Po chwili ciszy zmąconej jedynie odgłosem srania przez muchę na leżący
na talerzu chleb/
I - Taśma, hi,hi... Najpierw się zalał, zabrał kasetę i ubzdurał sobie,
że zostanie apostołem!
J - /wącha czerwonym od kataru nochalem powietrze/
To Pani perfumy tak pachno?
I - Nieeee... Ja nie używam kosmetyków.
Jestem ekologiczna!
J - /Odkrywczo/
To ta kaseta tak pachnie!
Co to jest?
I - /Zbliżając swój zmysł organoleptyczny w pobliże kasety/
Tfuuuuuuu!
Śmierdzi siarką!
Wyrzućcie to!!
J - Zaraz, moment!
Tylko sprawdzę, co na niej jest nagrane...
/Słychać odgłos wkładanej kasety do kieszeni magnetofonu.
Potem słychać odgłos zamykania kieszeni.
Następnie słychać odgłos wciskanego klawisza tłustym, żółtym od papierochów,
paluchem.
A potem.../
(do roli szeregowego J. użyczył swego indywiduum Jarek "Jerry" Giers)