RADIO KOLOR
13.05.1993r.
MORGOTH




/Szpital. Słychać wyraźnie niewyraźne obściskiwania i obcałowywania/
- No co Pan, Panie doktorze?! W takim miejscu...
-- A co!?!

/Wchodzi student. Para odskakuje od siebie/
-- O jesteście studencie! Nie wiecie, że nawet przed wejściem do prosektorium się puka?
--- Przepraszam, światło było zgaszone...
-- Modliliśmy się... Ale dobrze, że jesteście.
Pomożecie mi wyodrębnić organy z tego tu...
Przy okazji sprawdzę waszą wiedzę z anatomii.
--- Kto to był?
-- Poseł... czy inny arystokrata. Nieważne! Krójcie najpierw nogę.

/Słychać piłowanie kości hryyyhu, hryyy/
-- Aaaaaaaaała! Ale nie moją, do cholery!! Siostro, szybko wóda!
- Proszę!
-- Tfu! Wóda mówiłem - nie woda!

/Odgłosy picia duszkiem. Gul, gul, gul/
-- Aaaaaaaaaa, od razu lepiej. Nie wiecie, że mdleję na widok krwi? Student, krójcie, krójcie...

/Słychać odgłosy krojenia ciachu, ciach, piłowania zyzyzy, obmywania w naczyniach chlupo, chlup i rzucania na blat plasku, plask/
- Hi, hi,hi,hi
-- Co się siostra śmieje? Aha... No, to też trzeba odciąć.

/Słychać odgłosy cięcia chlastu, chlast oraz rzucania na blat plasku, plask/
-- Słaby był w te klocki... he, he, he

/Wącha własne okolice okołopachwowe/
-- Straszny tu fetor, siostro. Ile on tu leżał? Chyba sporo, bo są już białe robaki... Przydadzą mi się na ryby.

/Odkręca słoik typu Wreck/
--- Co teraz?
-- Głowa. Dobrze, że jest łysy, bo trzeba by palnikiem opalić, a ja tak nie znoszę smrodu przypalonego kurczaka. Nacinamy.

/Słychać odgłosy nacinania czaszki bzyku, bzyk/
-- Nacinamy i próbujemy wyłamać kości.

/Słychać, jak nożyce miażdżą kości chrzęstu, chrzęst/.
--- Trudno się dostać...
-- Weź dłuto i przyj...

/Słychać stękanie yyyyhu, yyyh i sapanie fuhu, fuh a potem trzask prask/
-- Świetnie! Teraz wyjmij mózg...
Ostrożnie!
Oczy też niech student wypchnie... No, palcem!

/Słychać dźwięk wydłubywanych oczu slurpu, slurp/
- Panie Doktorze...

/Krzyk dobiega zza drzwi wysmarowanych krwią/
- Panie Doktorze, telefon!
-- Student, niech Pan kroi dalej...

/Odgłosy łyżeczkowania, szlink, szlunk, skrobania skrobu, skrob, i rżnięcia, grdum, grdum/
-- Halo, tak Janeczku... mam wszystko. Noooo świeże, a co ty myślisz?!? U mnie, jak w banku!
Taaak, to jest. Mówiłem, że wszystko jest!
Że co?!? O rany, Juleczku... czemu nie powiedziałeś wcześniej?!?
Psia kość! Gdybym wiedział, że będziesz robił kaszankę, to nie wylałbym całej krwi!!