/Debilny radiowiec rozgląda się niespokojnie czy ktoś aby nie widzi,
że właśnie tarmosi siurka w niepranych od miesiąca gatkach/
- Gdzie On sie podziewa?
/Bezszelestnie i bezprawnie pojawia się dokumentnie zakapturowana postać/
- Ooooo, wreszcie jesteś! Tak cicho przeszedłeś przez ścianę, że
nic nie usłyszałem... Graba!
-- Co za poufałości, śmiertelzgniłku!!
Zachowaj przepisowy odstęp, spadlino mięsno-kostna!
A tak właściwie to tobie już niewiele brakuje do postaci sfermentowanego
eksakramentu.
Rozpadasz się cały, zobacz!
Powinienieś kupić sobie nową klatkę piersiową, bo to co masz, to złom!
/Słychać walenie, jak w rozpruty bęben/
-- Wisielcze... Czy tobie coś nie zalega?
Jestem przecież dyplomowanym grabażem.
Daj rękę!
/Słychać chrzęst i trzask odłamywanych kości/
-- Ale nie chciałem, byś ją oderwał od reszty.
/Słychać dokładne obgryzanie skóry, mięśni i powiązań/
-- Uhm... już wiem.
Cierpisz na fenolokotonurię zwaną SYNYSTE, którą nabywa się drogą kasetowo-analogowo-cyfrową
pioprzez zarazik Niuklearus Blastus Rex.
Tsssyyy... Hmm, co to?
/I wydłubuje jakieś ochłapki z pomiędzy zębisków/
-- Wiesz, czytałem niedawno w tygrobniku "Grobowe wieści", że sinistrowa
zagłada świata zostanie dokonana w maju tego rozkroku przez czterech holenderskich
styksowych przewoźników: Rona (wiosła), Andre (wiosło), Mika (ster) i Aada
(rytmobicie po pulpicie).
/Zaciąga się wydymanym przez ludzkie trzewia smrodem/
Eeeeh, pokaż mi jeszcze śmiertelzgniłku, co tam masz wewnątrz?
/Sięga pod kiecę i wyciaga.../
-- Co!?
Brudny gwóźdź to standardowe narzędzie rzeźnika na naszym kościodole.
/Słychać wbicie się w ciało i rozrywanie powłoki cielesnej z dołu do
góry/
-- Taaak, ten flak potwierdza moją diagnozę.
To SYNYSTE - złośliwy we wczesnej fazie degeneracji ustroju.
Złapałeś go, słuchając - bez wiedzy starych - trzech dostępnych na
czarnym obrzynku epek, co??
A mówiłem, zabezpiecz się!
Zawsze ten bezpieczny, kto (jest) grzeszny - tak brzmi moja debiliza.
/Czuć, że ze strachu i z trwogi przed taką miłością bluźniego puszczają
zwieracze radiowca/
- Powiedz, czy jest szansa na wyleczenie?
-- Pewnie, że jest!
Pozwól mi tylko jeszcze oderwać ci głowę, wypróć mózg, podłączyć jelito
do prysznica, przewietrzyć płuca, odcisnąć z żółci wątrobę, przypalić wyrostek...
- Nieeee, dziękuję... wolę cierpieć sinistrowe katusze do końca
Twych nocy niż oddać się w Twoją bezpiekę.
Cześć!
Do zobaczenia wkrótce.
Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
/Spieprzył, gdzie marihuana rośnie, zostawiając za sobą niespuszczoną
śmierdząca kupę gówna w klozecie/
-- Co za dziwny gość...
Hej, facet!
Zapomniałeś zabrać ze sobą prawą nogę?!?
Może on chodzi na rękach?
Ale przecież ja zjadłem jego rękę...
No cóż, dziwny jest ten świat.