/Stara sflaczała kupa wartości zwana babcią przylazła utulić swojego
ukochanego wnusia do snu/
- Wnusiu? Jeszcze nie śpisz, a już tak późno. Chcesz opowiem ci bajeczkę,
dobrze? Nosi tytuł "Dałn of Pozeszin", a napisało ją trzech miłych panów:
Ros Dołlan, Rołbert Wigna i Tom Łilkinson.
To ładna bajka, posłuchaj!
Działo się to za czasów Krętka Bezczelnego na dalekim Zasmrodzie, gdzie
podludziom żyło i umierało się nieźle.
Właśnie gdzieś tam, w pobliżu wioski Yonkers, czyli za 6-oma krematoriami,
za 6-oma cmentarzami i za 6-oma grobami, gdzieś, gdzie ni dziewic ni kozic
nie było, mieszkało czterech rycerzy Pięcioramiennego Trójkąta:
Sir Tom, Sir Ros, Sir Kreg, Sir Bob oraz Ser Żółty Niedojrzały - maskotka
wspomnianych grobierzców.
Ci starożercy wiedli życie skrycie pozbawione kolejek do szaletów i
bimberinflacji - jedli więc, pili więc, ten-tego też...
Wiedli taki żywot, aż zwiedli cały krzywy lud (zamieszkały daleko i
blisko nas) z prostej - obwarowanej dziesięcioma nakazami kodeksu - drogi
na rzecz autostrady piekielnej bez jakichkolwiek ograniczeń.
Ci czterej pomazańcy, znani Międzynadgrobowej Seksmisji Resekuracji
pod pseudognidem YMOLEJSZYN - dali się ponieść insektom i energii jądrowej
zawartymi w szych podkoszulkach szkieletoodpornych, odrzucając precz wszelkie
schemataty, para-buch-dogmaty i aksjoautomaty.
W końcu spętani manią wzajemnego podskubywania i podkładania zdechłego
kota - złożyli się w ofierze Władcy Złości Ciemności, przez co od tamtej
nieszpory marli długo i nieszczęśliwie.
Jednak pamięć o YMOLEJSZYN żyje do dziś!
Przetrwała i burze na górze i tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt dwie
wyprawy krzyżowe i nowy program edukacji w szkołach.
Na domiar dobrego fanatyków ich stylu życia-gnicia wciąż przybywa,
przybywa i przybywa.
Morał z tej bajki taki:
"Nie wierz, w co chcesz, ty taki owaki, bo przegrasz wszystko, nawet
własne flaki!".
No, i jak tak wnusiu, podobała się bajeczka?
Taaak, to śpij już, śpij mój aniołeczku.
Niech ci się przyśni coś pięknego.
Co tam mówisz skarbeńku?
/Dał się słyszeć charkot niepodobny swym rykiem do żadnych zwierząt
hodowanych w gospodarstwie. Spod kołdry - niczym węże ogrodowe - wydostały
się szpony ze stali nieszlachetnej i obłapiły cielsko okryte jeno cienką
koszulką nocną tak dokładnie, że nawet nie dało się ruszyć jelitem. Następnie
wychynął spod kołdry i łeb Bestyji, kórej oddech spalił mizerne już
wprawdzie owłosienie łonowe tzw. babci, zaś zębiska bliskie podobieństwem
szablisk rozerwały ludzki korpus od łysej czaszki poprzez śmierdzące lekami
moczopędnymi wnętrze po czarne od brudu i zakrzepłych much strzępy błony
dziewiczej/