/Świątynia kultu Cielca Śmierci pełna jest śmierdzących potem, brudem
i gównem śmiertelzgniłków, zmuszonych do przyjścia i klęczenia na metalowej
fasoli bez trzymanki.
Na ołtarzu leży On, wielki i tłusty Nosiciel Nieprawdy Wiecznej.
Właśnie z trudem otworzył usta. Wyleciały z nich rzygowiny, a następnie
słowa/
- Niech będzie przeklęty po wszy czasy Gwałciciel Ludzkich Dusz, Poczwórny
Władca Zdeflorowanej Krwi - Nekromaster naszych czasów i Bałwanochwalca
rodem z Beeeneluksu!
/Szara podludzka masa odpowiedziała pomrukiem zapijaczonych gąb/
- Módlmy się do nienaszego Boga o rychłe nadejście przesyłkąpoleconą
kary w postaci pęknięcia pęcherza i wypłynięcia mózgu do dróg oddechowych
z zatkaniem kloaki włącznie!
/Szkaradny motłoch podludzki odpowiedział burczeniem setek rozdętych
zgniłym pożywieniem brzuchów/
- Gromadźmy sie i jednoczmy, pęknięci paragrafianie, w składaniu nieskromnych
datków i ofiar drogowych na rzecz zniszczenia Zła na naszym kościodole,
gdzie symbole-jabole wiary odwracane są do góry pustym dnem i gdzie czas
przelewa się w próżnię!
/Zdeformowany moralnie tłum odpowiedział kakofonicznym piardem z niedotartych
papierem toaletowym otworów odbytowych/
- Wierzmy jedynie w defmetal, przynoszący niepokój, obrzydzenie, rzadkie
wypróżnienie, siłę przekazu, stanowczość zakazu, mądrość głupoty, oryginalność
miernoty a wreszcie dobre Zło i śmierć, dobro i śmieć, zło i pstro, pstro
i gówno!
/Podburzony brzusznymi fermentacjami śmiertelzgniłny rój wyrzucił z
siebie strumienie niestrawionych boskich pokarów/
- Zaintonujmy pieśń wiecznego bezspoczynku, klęcząc z nogami na głowie
i wycharkowując resztki dobra obficie zakropionego ropną krwią. Intonujmy
pieśń - wredni paragrafianie - niech popłynie krew, wypełni i wypchnie
oczy, a katar spłynie i pożywi rozedrgane, wysuszone, popękane trzewia!
Śpiewajmy, piejmy, ryczmy, piszczmy i wyjmy... bo śmierć nasza już
blisko!
I nie martwmy się o nic, bo opatrzone kości zostały rzucone w
gnój!!
/Bezwolna od moralnych hamulców tłuszcza ruszyła na siebie, własnymi
palcami rozdzierając ciała i patrosząc je z pomocą własnych, dopiero co,
wyluzowanych kości. Góra cielesnych powłok, kości, przyzdobionych hektolitrami
krwi, żółci i treści jelitowych wyglądała jak ogromny drgający i tryskający
uchodzącym życiem cokół, na którym za chwile stanie i zastygnie na wieki
wieków ON... GOOFEST!!!/