RADIO OVERGROUND
01.12.1992r.
GOREFEST




/Świątynia kultu Cielca Śmierci pełna jest śmierdzących potem, brudem i gównem śmiertelzgniłków, zmuszonych do przyjścia i klęczenia na metalowej fasoli bez trzymanki.
Na ołtarzu leży On, wielki i tłusty Nosiciel Nieprawdy Wiecznej.
Właśnie z trudem otworzył usta. Wyleciały z nich rzygowiny, a następnie słowa/
- Niech będzie przeklęty po wszy czasy Gwałciciel Ludzkich Dusz, Poczwórny Władca Zdeflorowanej Krwi - Nekromaster naszych czasów i Bałwanochwalca rodem z Beeeneluksu!

/Szara podludzka masa odpowiedziała pomrukiem zapijaczonych gąb/
- Módlmy się do nienaszego Boga o rychłe nadejście przesyłkąpoleconą kary w postaci pęknięcia pęcherza i wypłynięcia mózgu do dróg oddechowych z zatkaniem kloaki włącznie!

/Szkaradny motłoch podludzki odpowiedział burczeniem setek rozdętych zgniłym pożywieniem brzuchów/
- Gromadźmy sie i jednoczmy, pęknięci paragrafianie, w składaniu nieskromnych datków i ofiar drogowych na rzecz zniszczenia Zła na naszym kościodole, gdzie symbole-jabole wiary odwracane są do góry pustym dnem i gdzie czas przelewa się w próżnię!

/Zdeformowany moralnie tłum odpowiedział kakofonicznym piardem z niedotartych papierem toaletowym otworów odbytowych/
- Wierzmy jedynie w defmetal, przynoszący niepokój, obrzydzenie, rzadkie wypróżnienie, siłę przekazu, stanowczość zakazu, mądrość głupoty, oryginalność miernoty a wreszcie dobre Zło i śmierć, dobro i śmieć, zło i pstro, pstro i gówno!

/Podburzony brzusznymi fermentacjami śmiertelzgniłny rój wyrzucił z siebie strumienie niestrawionych boskich pokarów/
- Zaintonujmy pieśń wiecznego bezspoczynku, klęcząc z nogami na głowie i wycharkowując resztki dobra obficie zakropionego ropną krwią. Intonujmy pieśń - wredni paragrafianie - niech popłynie krew, wypełni i wypchnie oczy,  a katar spłynie i pożywi rozedrgane, wysuszone, popękane trzewia!
Śpiewajmy, piejmy, ryczmy, piszczmy i wyjmy... bo śmierć nasza już blisko!
I  nie martwmy się o nic, bo opatrzone kości zostały rzucone w gnój!!

/Bezwolna od moralnych hamulców tłuszcza ruszyła na siebie, własnymi palcami rozdzierając ciała i patrosząc je z pomocą własnych, dopiero co, wyluzowanych kości. Góra cielesnych powłok, kości, przyzdobionych hektolitrami krwi, żółci i treści jelitowych wyglądała jak ogromny drgający i tryskający uchodzącym życiem cokół, na którym za chwile stanie i zastygnie na wieki wieków ON...  GOOFEST!!!/