/przewodniczący wstał i zabrał z leżącego obok sarkofagu głos. Na początku
trochę mu drżał, ale z czasem stał się gruby, chropawy i twardy/
Zebraliśmy się tutaj w drugą rocznicę rozpadu klubu Morderców, założonego
wiosną tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku przez trzech niemieckich
amatorów dźgania scyzorykiem w piszczel.
Pierwszej demonstracji siły i przemocy, bez niczyjej pomocy, Ci diabła
winni chłopcy dokonali już pod koniec tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego
piatego roku.
Akcja pod kryptonimem "Holy Teror", choć nie spowodowała większych
strat w podludziach, spowodowała, że pierwsze listy i psy gończe pojawiły
sie na mieście.
Drugiej demonstracji swoich możliwości Mordercy dokonali na początku
tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego 6-ego roku, masakrując niewinne zawiniątka
z Dusseldorfu. Niestety, akcja określona pseudonimem "We Saga of Nemezis"
zwróciła uwagę międzynarodowej agencji detektywistycznej Stimhamer, która
złapawszy pewnej nocy naszych chłopców na odrabianiu lekcji, w brutalny
sposób poddała ich torturom lodami bambinokl.
Jednak z braku dowodów osobistych po kilku dniach wszystkich wypuszczono.
W odwecie za straty, jakie poniosły serduszka i duszyczki naszych Morderców,
chłopcy wiosną tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego roku przeprowadzili
akcję o zasięgu międzynarodowym, opatrzoną nazwą "We Apcomin Teror". Jej
rezultatem były setki ofiar winnych słuchania muzyki pop, rap i techno.
Śniady strach padł więc na rodziny bezdzietne, sklepy z rowerami, autobusy
pospieszne i producentów prezerwatyw z dzwoneczkiem.
A tymczasem massmedia kipiały ze złości i od domysłów.
Naszych niewinnych Morderców stawiano za wzór... wrogów publicznych
numer jeden, dwa, trzy, cztery i pięć, porównując ich sposób oraz skuteczność
działania do organizacji typowo sadło-mięsochistycznych typu: Kreator,
Mezaja, Defroł, Destrakszyn czy Sodom.
Oddziały perwersji i bezeceństwa narodowego czesały okolice i centrum
Ł-ropy z nadzieją złapania - jeśli nawet nie naszych chłopców, to jakiejś
- choroby. I kiedy wydawało się, że cała sprawa przyschła - jak zeszłotygodniowy
strup - wszędziegrzebalska i wszystkozrywalska agencja detektywistyczna
Stimhamer wpadła na trop Morderców.
Wszystkich pięciu: Dinke, Franka, Roberta, Michaela i Markusa zamknięto
w berlińskim więzieniu Mjuzik Lab w styczniu tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego
ósmego roku. Jednak dzięki staraniom naszych skorumpowanych urzędników
i adwokatów wszyscy wyszli za kaucją za butelki po piwie już w nastepnym
miesiącu.
Wystarczyło spojrzeć na te delikatne liczka naszych Morderców, by wyczytać
w nich śmiercionośne przesłanie.
Szykowali coś ohydnego - to było czuć!
Świat zadrżał w szerokościach i długościach geograficznych, gdy nasi
bohaterowie dali sygnał do akcji "Interstellar Ekspirience", a gdy zapadł
zmierzch - smród zwęglonych ciał i dym ze spalonych miast pokrył atmosferę,
dając nowe życie wyznawcom klubu Morderców.
Jednak świat bezbroni, zastępku i zimnych hotdogów nie zginął, a tylko
wzmocnił się.
Tego nikt nie przewidział!
Sukces, jaki odnieśli nasi małoletni Mordercy zagroził pozycji innych
mafi i klubów odnowy promieniotwórczej, działających na tym thrashowym
terenie.
Zjednoczeni, pewnego dnia uderzyli na nasze serdeńki, robiąc z nich
sardynki, nastepnie dzieląc, jak ułamki, rozrywając i niszcząc ich strunami
do gitary.
Tak odeszli Mordercy, pozostawiając nas nieutulonych w ramionach śmierci.
Czy ktoś nam ich zwróci?!?
Czy ktoś stworzy ich na nowo!?!